Konfrontacja 11. kolejki „okręgówki” przyniosła zakończenie najbardziej spektakularnej serii obecnego sezonu – miano zespołu niezwyciężonego straciły świetnie spisujące się Bory Pietrzykowice. I aż trudno uwierzyć, że pogromcą wicelidera została drużyna, która przed tą potyczką ani razu w tej kampanii ligowej nie cieszyła się z wyjazdowej wygranej. Z tej perspektywy patrząc, doświadczyliśmy rozstrzygnięcia zgoła sensacyjnego.

– Bez większej przesady można tak powiedzieć, skoro dwie serie, w tym nasza mało chlubna, dobiegły końca w jednym meczu. Z drugiej strony pół roku temu też w Pietrzykowicach wygraliśmy 2:0, więc wiedzieliśmy, że nie jest to dla nas teren nie do zdobycia, nawet w okolicznościach, w jakich obie drużyny przystępowały do spotkania – opowiada Marcin Michalik, szkoleniowiec piłkarzy z Wisły.

Na potknięciu Borów skorzystał lider z Puńcowa, który ponownie odskoczył w tabeli na 3 „oczka”. – Trener Kamil Sornat mówił życzeniowo o naszym zwycięstwie, więc nie chcieliśmy zawieźć – uśmiecha się trener WSS. – Bory są zespołem bazującym na solidności i zgraniu. Rozmawialiśmy w szatni, że przypominają trochę nas z poprzedniego sezonu, gdy na wiosnę mieliśmy podobną passę meczów wygranych. Byliśmy dobrze przygotowani na to, co zagrają – dodaje Michalik.