Popularna “Górka” we wtorkowy wieczór została wypełniona po brzegi przez kibiców bialskiej Stali. Karkołomnym zadaniem było znalezienie wolnego krzesełka, co pokazuje jak ważny był mecz z rezerwami Podbeskidzia dla społeczności BKS-u. A co działo się na placu “boju”? 

 

Licznie zgromadzeni kibice zobaczyli niezłe widowisko. Optyczna przewaga należała do faworyzowanej “dwójki” Podbeskidzia, ale piłkarze bialskiej Stali nadrabiali konsekwencją w obronie, ambicją i cechami wolicjonalnymi. Wobec tego mało było sytuacji bramkowych z gatunku stuprocentowych w pierwszej części. W 5. minucie dyspozycję Filipa Dyducha sprawdził Kacper Piątek, jednak bramkarz BKS-u był “na posterunku”. W odpowiedzi dobrze zapowiadającą się akcję bialskiej Stali, a konkretniej Legbo Waakoonwi Łukaszem Olmą, w porę przerwał Szymon Brańczyk. Z pojedynczych strzałów odnotować warto próbę Bartosza Florka oraz Unai’a Bujan Diez. 

 

Kluczowe dla losów tego meczu okazało się tak naprawdę kilka minut. W 72. minucie rezerwy Podbeskidzia na gola zamieniły rzut rożny. Kilkadziesiąt sekund później ponownie wpisujący się na listę strzelców Florek zaskoczył bramkarza BKS-u uderzeniem z dystansu. W 77. minucie z bliskiej odległości do siatki bialskiej Stali trafił Grzegorz Janusz, a na 4:0 Bujan Diez trafił głową po podbramkowym zamieszaniu. Tym wynikiem zakończyło się derbowe spotkanie.