Po 4. zwycięstwach z rzędu nadszedł kres dobrej passy "rekordzistów". Pomimo wyraźnej przewagi strzeleckiej Bielszczan (37 uderzeń w światło bramki wobec 15 gospodarzy), to pomarańczowo-czarni mogli świętować zwycięstwo, pierwsze w starciach z biało-zielonymi od ponad siedmiu lat. O końcowym rezultacie w dużej mierze zaważył początek meczu, na który Bielszczanie nie wyszli z szatni... W 2. i 6. minucie Remigiusz Spychalski bezlitośnie skarcił zawodników Rekordu za bojaźliwą grę w defensywie. 

 

Biało-zieloni próbowali się otrząsnąć po szybkich "ciosach". W 9. minucie przed szansą stanął Edgar Varela. Jego potężne uderzenie zatrzymał jednak głową (!) Krystian Kraśniewski. Sytuacji strzeleckich futsaliści Rekordu mieli więcej. Dwoił się i troił bramkarz gospodarzy, m.in. świetnie broniąc strzały Kacpra PawlusaMikołaja Zastawnika. Varela natomiast, który w miniony weekend zadebiutował przed bielską publicznością, trafił w słupek. 

 

Po zmianie stron Rekord nie zaprzestał w swoich ofensywnych próbach. Kadu w 28. minucie obił obramowanie bramki Torunian, a konkretniej poprzeczkę. W 32. minucie "rekordziści" zrealizowali swój cel i poszli po gola kontaktowego. Książkowy kontratak swej drużyny golem zakończył Zastawnik. Co warte docenienia, biało-zieloni uczynili to grając w niedowadze po czerwonej kartce Vareli z 30. minuty. 

 

Radość Rekordu nie trwała jednak długo. Riposta gospodarzy nadeszła błyskawicznie, gdy z bliska trafił do bramki "rekordzistów" Dmytro Fedyka. Rekord próbował podjąć "rękawice". W tym celu zobaczyliśmy Franco Spellanzona jako bramkarza, który w 38. minucie przymierzył tuż przy słupku na 3:2. Nic to jednak nie dało. Tuż przed ostatnią syreną spod własnej "świątyni" trafił dla torunian bramkarz Kevin Kollar.