– Z mojej perspektywy straciliśmy dziś 2 punkty i chyba takie stwierdzenie nie będzie nadużyciem. Zagraliśmy dobry mecz i z jego przebiegu, także mając na uwadze sytuacje bramkowe, zasłużyliśmy na coś więcej – ocenia Konrad Kuder, szkoleniowiec Drzewiarza, którzy rzeczywiście klarownych okazji mieli od Beskidu więcej, a najczęściej dochodziło do nich po prostych błędach przeciwnika. – Nasza determinacja też odegrała tu rolę, bo po części też zmuszaliśmy zawodników Beskidu do pomyłek – dodaje grający trener Jasieniczan.

Co ciekawe, jedynego dziś gola miejscowi odnotowali, gdy wcale się na niego nie zanosiło, a sędzia miał już oznajmić półmetek spotkania. W doliczonym czasie Kuder dośrodkował do Szymona Królaka, który przytomnie zagrał do Jonasza Piękosia, a ten nie miał problemów z pokonaniem Konrada Krucka. W pozostałych sytuacjach to golkiper skoczowskiej drużyny był górą. W 10. minucie obronił uderzenie Tomasza Drewniaka, w 51. minucie zastopował szarżującego Piękosia, a w 55. minucie nie dał się zaskoczyć Maciejowi Kaczmarczykowi. Szczęście było przy Beskidzie za to w 76. minucie, kiedy główkę Drewniaka po rzucie rożnym wybił sprzed „świątyni” Antoni Krzak.

Przyjezdni o trafienie pokusili się w 40. minucie. Asystę z lewej flanki zaliczył Karol Morcinek, a w polu karnym największy spryt wykazał Daniel Pater. Była to jedna z nielicznych ofensywnych prób Beskidu, która realnie stanowiła zagrożenie dla „tyłów” Drzewiarza, stąd wyjazdowy łup zasługuje z perspektywy przyjezdnych na szacunek.

– Nie wszędzie da się wygrać, a Drzewiarz okazał się przeciwnikiem, który doskonale czuje się na swoim boisku. My popełnialiśmy indywidualne błędy, czym pomagaliśmy rywalowi, a gola straciliśmy jednak niespodziewanie. Pewnie morale byłyby w naszych szeregach znacznie lepsze, gdybyśmy dowieźli prowadzenie do przerwy. Cóż – jeśli nie umiesz wygrać, to zremisuj! – analizuje Bartłomiej Konieczny, szkoleniowiec futbolistów ze Skoczowa.