Ktoś musiał się przełamać
Mianem meczu "za sześć punktów" awizowany był mecz Górala Istebna z BKS-em Stalą Bielsko-Biała. Na boisku spotkały się dwie ekipy zamieszane w walkę o utrzymanie w V lidze.
Pierwsze 45. minut mogło się podobać kibicom, bo obie drużyny grały otwarty futbol i stworzyły kilka klarownych okazji. Góral mógł objąć prowadzenie po strzałach Andrzeja Kąkola, który 2-krotnie sprawdził czujność Filipa Dyducha - bramkarz BKS-u spisał się jednak znakomicie. Groźnie uderzał również Marek Tabacarz. Z kolei zawodnicy z Białej odpowiedzieli akcjami Pawła Kozioła i Ryszarda Borutko, a po strzale Szymona Gleta piłka trafiła w poprzeczkę. Sporo zamieszania pod bramką Górala powodowały też stałe fragmenty gry, które dobrze egzekwował Dariusz Łoś, a aktywny był również Jakub Loranc.
Po przerwie gospodarze zaczęli odważnie, ale to przyjezdni pierwsi trafili do siatki. W 55. minucie Kozioł uderzył sprzed pola karnego, a piłka po rykoszecie wpadła do bramki, dając BKS-owi prowadzenie. Stracony gol nie załamał Górala - drużyna z Istebnej walczyła ambitnie do końca, a szanse na wyrównanie mieli m.in. Tabacarz (w sytuacji sam na sam), Krzysztof Urbaczka i ponownie Kąkol. Po drugiej stronie boiska groźne sytuacje odnotowali Łoś i Loranc, jednak wynik nie uległ już zmianie - BKS mógł cieszyć się z pierwszej wygranej w tym sezonie.
- Żałujemy, bo to był mecz do wygrania. Z całym szacunkiem do BKS-u, remis byłby minimum. Zagraliśmy dobry mecz i nie wiedziałem, co powiedzieć zawodnikom w szatni po ostatnim gwizdku sędziego - komentował trener Górala Dariusz Rucki.