Pierwszą połowę można streścić powiedzeniem “z dużej chmury, mały deszcz”. Zarówno Czarni, jak i Rotuz, sporo bramek w tym sezonie strzelają, ale niemało też tracą. W premierowej odsłonie spotkania nie zabrakło walki. Tego nie można odmówić żadnej ze stron. Ale zachowawczość w ofensywnych poczynaniach oraz nerwowość była już natomiast widoczna. Z tego powodu nie zobaczyliśmy wielu sytuacji bramkowych. W 25. minucie Damian Korzus świetną interwencją powstrzymał Daniela Ferugę z rzutu wolnego, a chwilę później Konrad Dzida zmarnował “setkę” z bliskiej odległości po podaniu Olafa Tańskiego. “Konkrety” przyszły po zmianie stron. 

 

W 52. minucie Rotuz objął prowadzenie w sposób dość niecodzienny. D. Feruga umieścił piłkę w siatce… bezpośrednio z rzutu rożnego. Napędzeni goście poszli po kolejny bramkowy “łup”. 4. minuty później Dzida wykorzystał podanie od Mateusza Wiśniowskiego i głową z bliskiej odległości pokonał Korzusa. 

 

Czarni próbowali zareagować. Na boisku pojawił się dynamiczny Yan Max, sporo krwi bronowskiej defensywie napsuł również Antoni Beer. W 75. minucie bliski szczęścia natomiast był Damian Ścibor, który po sprytnej “główce” trafił w słupek. Rotuz jednak również próbował. W 81. minucie Wiśniowski przegrał pojedynek sam na sam z Korzusem. To samo, z drugiej strony, przytrafiło się Szymonowi Kubiczkowi w sytuacji z Filipem Nowakiem.
 

Decydujące trafienie padło w 89. minucie. Rotuz ustalił wynik na 3:0, gdy Damian Rodak dopadł do bezpańskiej piłki i ulokował ją w bramce.