Liczy się efekt końcowy
Jeden gol przesądził o losach pucharowego spotkania. Bory Pietrzykowice nie miały łatwego zadania w starciu z niżej notowanym Skrzycznem Lipowa, ale ostatecznie wywalczyły awans do kolejnej fazy.
- Liczy się efekt końcowy. Wygraliśmy i to jest najważniejsze. Nie byliśmy tak kreatywni, jak potrafimy być. Kiedy jednak w drugiej połowie nasza gra wyglądała już lepiej, nie potrafiliśmy zamienić dobrych okazji na kolejne gole - przyznaje Sebastian Gruszfeld, trener Borów.
Spotkanie od początku było wyrównane, a gospodarze ambitnie przeciwstawiali się wyżej notowanemu rywalowi. W 20. minucie piłka wprawdzie trafiła do siatki Skrzycznego, jednak radość Borów szybko przerwał arbiter, który dopatrzył się pozycji spalonej. Goście szukali swoich szans przede wszystkim po akcjach skrzydłami. Po jednej z nich, około 30. minuty, dobrze zapowiadająca się sytuacja została w ostatniej chwili zablokowana przez defensora gospodarzy. Kluczowy moment nadszedł tuż przed przerwą. W 44. minucie po długim podaniu Damian Pyrek wygrał pojedynek główkowy i przedłużył piłkę do Damiana Michalskiego. Napastnik Borów znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem, puentując ją trafieniem.
Po zmianie stron Bory miały kilka znakomitych okazji, aby zamknąć mecz. Bliscy podwyższenia wyniku byli Daniel Grabski, Michalski oraz Marcin Gustyński, jednak bardzo często na wysokości zadania stawał golkiper Skrzycznego, który był zdecydowanie najjaśniejszą postacią gospodarzy. Ostatecznie więcej bramek już nie padło.