"Rekordziści" w premierowej części cechowali się solidną, taktyczną dyscypliną. Lider ze Skierniewic w pierwszych minutach próbował obrać ofensywny wariant, lecz defensywa Rekordu już na starcie pokazała, że nie ma zamiaru "położyć się" przed wyżej notowanym rywalem. Z czasem jednak to gospodarze grali odważniej "z przodu". Tam bardzo aktywny był Wojciech Łaski. Sytuacje były, ale ciężko je zaliczyć do tych, z gatunku stuprocentowych. Do takowych prób należy "włożyć" m.in. strzał Mateusza Tekieliego z 33. minuty. 


Pierwsza połowa zakończyła się bez bramek, jednak ten stan rzeczy mógł być inny. W 42. minucie Wiktor Kaczorowski, bramkarz Rekordu, wykazał się fenomenalną interwencją przy mocnym strzale Mateusza Szmyda. 

 

Na wstępie drugiej części znów "na posterunku" był golkiper Rekordu, broniąc strzał Krzysztofa Toporkiewicza po stracie obrońcy Bielszczan. Chwaliliśmy gospodarzy za taktyczną dyscyplinę - moment dekoncentracji nastąpił w 71. minucie. Z pozoru niegroźny strzał Jakuba Czarneckiego obronił Kaczorowski, piłkę próbował dobić Kamil Sabiłło, lecz został powstrzymany nieprzepisowo przez bramkarza "rekordzistów" - rzut karny. Z 11. metrów nie pomylił się Bartosz Bida. Ten sam zawodnik w 89. minucie ustalił wynik spotkania, ponownie na gola zamieniając "wapno" - tym razem po faulu Kacpra Sommerfelda. "Rekordziści" nie stworzyli sobie klarowniejszej strzeleckiej próby w ostatnim fragmencie meczu, choć dwie próby zaliczył zmiennik, Kacper Kasprzak.