SportoweBeskidy.pl: Po zakończonym sezonie w Futsal Ekstraklasie nie postawiłeś na wakacje, tylko wsparłeś zespół BKS-u na dużym boisku. Cały czas ciągnie „wilka” do piłki jedenastoosobowej?

Łukasz Biel: Można tak powiedzieć. Zespół BKS-u znalazł się w bardzo trudnej sytuacji, bo porażka z Góralem Istebna mocno skomplikowałaby układ tabeli i mogłaby oznaczać relegację do ligi okręgowej. Postanowiłem więc ubrać korki i wspomóc chłopaków w tym jednym, bardzo ważnym meczu. Myślę, że umiejętności nadal mi nie brakuje i też w tym spotkaniu pokazałem się z dobrej strony. Natomiast będzie to raczej sporadyczny występ, zagram najprawdopodobniej jeszcze tylko przeciwko Wilkowicom oraz w finale Mistrzostw Twojego Świata organizowanych przez Warkę i na tym mój sezon w BKS-ie się zakończy. Można powiedzieć, że dostałem krótką misję pomocy drużynie w utrzymaniu i wierzę, że uda się ją zrealizować.

 

SportoweBeskidy.pl: Co warte podkreślenia, dołączyłeś do BKS-u praktycznie na najważniejszy mecz sezonu. Dzięki wygranej z Góralem Istebna niemal na pewno zapewniliście sobie utrzymanie.

Ł.B. Taki był cel. W zasadzie nawet tego nie planowałem, bo chciałem skupić się przede wszystkim na odpoczynku przed zbliżającymi się Mistrzostwami Europy w Superlidze Szóstek, które odbędą się pod koniec maja w Bratysławie. Natomiast pojawiła się potrzeba pomocy drużynie i dlatego tutaj się znalazłem. To nie był łatwy mecz, zespół Górala postawił nam wysoko poprzeczkę pod względem fizycznym. Piłkarsko jednak byliśmy zdecydowanie lepszą drużyną i myślę, że finalnie zasłużenie oraz dość pewnie wygraliśmy to spotkanie.

 

SportoweBeskidy.pl: W zeszłym sezonie, gdy dołączałeś do Bialskiej Stali, walczyliście o najwyższe cele niemal do samego końca. Dziś rzeczywistość była zgoła odwrotna. Dla Ciebie nie miało to większego znaczenia?

Ł.B.: Właśnie miało i dlatego zdecydowałem się zagrać. Gdyby to nie był mecz tak ważny dla naszego klubu w kontekście utrzymania, to po prostu nie byłoby potrzeby, żebym pomagał drużynie. Chłopaki spokojnie walczyliby o utrzymanie w piątej lidze bez mojego udziału. Natomiast okoliczności były zupełnie inne i dlatego postanowiłem wesprzeć zespół. Jasne, w zeszłym sezonie do samego końca biliśmy się o możliwość gry w barażach o awans do IV ligi. Jednak przykład Orła Łękawica, ale też obecne problemy, z którymi mierzy się BKS Stal, pokazują, że nawet gdyby udało się wtedy awansować, to funkcjonowanie na poziomie IV ligi nie byłoby dziś najlepszym rozwiązaniem dla klubu.

 

SportoweBeskidy.pl: W komunikacie na stronie Ruchu wypowiedziałeś następujące słowa: „Kończę grać w Ekstraklasie, ale niekoniecznie kończę karierę. […] Będę grał w zespole, który założyłem, czyli BKS Stal Futsal w drugiej lidze”. Czyli pierwszy transfer futsalowego BKS-u jest już znany?

Ł.B.: Można powiedzieć, że był to jasny sygnał dla klubów z Ekstraklasy i I ligi, że nie zamierzam już wyprowadzać się z Bielska-Białej i nie czekam na oferty spoza miasta. A że w Bielsku, poza Rekordem, funkcjonuje przede wszystkim BKS Stal Futsal, to właśnie tutaj najprawdopodobniej będę pomagał drużynie swoim doświadczeniem i umiejętnościami zdobywanymi przez lata na parkietach Futsal Ekstraklasy. Natomiast muszę przyznać, że skład, który obecnie budujemy, wygląda naprawdę bardzo mocno. Jesteśmy praktycznie na finiszu finalizacji kilku transferów i na mojej pozycji będzie trzech bardzo solidnych zawodników. Może się więc okazać, że bardziej będę potrzebny klubowi organizacyjnie niż stricte na parkiecie. Na pewno jednak chcę pomagać futsalowemu BKS-owi. Niewykluczone też, że okazjonalnie będę wspierał zespół na dużym boisku, niezależnie od tego, czy będzie to V liga czy liga okręgowa. Jedynym problemem jest dziś moja dyspozycyjność, bo ze względu na obowiązki nie jestem w stanie regularnie grać co tydzień. Mogę natomiast pomagać drużynie w wybranych, najważniejszych momentach sezonu.

 

SportoweBeskidy.pl: Twój ekstraklasowy licznik zatrzymał się na 271 meczach i 146 golach. Chyba można być zadowolonym z tych liczb?

Ł.B.: Oczywiście. Jestem dumny, szczęśliwy i ogromnie wdzięczny za liczbę rozegranych meczów w Futsal Ekstraklasie, za ilość sezonów spędzonych na najwyższym poziomie i za wszystkie zdobyte bramki. To są rzeczy, które zostaną ze mną do końca życia. Jedyne czego mogę trochę żałować, to fakt, że w swoim ostatnim sezonie w barwach Ruchu Chorzów nie dobiłem do okrągłych 150 goli. Miałem ku temu wiele sytuacji, ale ostatecznie skończyło się na 146 trafieniach. To jednak tylko liczby. Zresztą wielu znajomych żartowało po moim pożegnaniu z Ekstraklasą, że jeszcze z BKS-em awansuję kiedyś do najwyższej ligi i dołożę brakujące bramki, choćby po przedłużonych rzutach karnych. Za mną naprawdę wiele lat gry, mnóstwo wspomnień i pięknych chwil. Natomiast dziś mocno żyję teraźniejszością. Liczba klubów, w których mógłbym jeszcze występować, mocno się skurczyła, bo na Śląsku nie ma ich aż tak dużo. A jeśli miałbym grać przykładowo w I lidze w innym klubie, to zdecydowanie wolę występować w BKS Stal Futsal i pomóc temu projektowi w szybkim awansie do I ligi, aby w przyszłości regularnie rywalizować z takimi zespołami jak futsalowe GKS Tychy czy Ruch Chorzów. 

 

SportoweBeskidy.pl: A jest coś, czego zabrakło w Twojej futsalowej karierze? Może większa liczba meczów w reprezentacji czy spróbowanie zagranicznego transferu?

Łukasz Biel: Mało osób o tym wie, ale po sezonie 2016/2017, kiedy w pięknym stylu pomogłem hattrickiem Rekordowi zdobyć mistrzostwo Polski po finałach z Gattą Zduńska Wola, dostałem konkretną ofertę z hiszpańskiej ekstraklasy. Nie były to żadne testy, tylko normalny kontrakt z Valdepeñas, które wtedy było beniaminkiem ligi. Dziś to już uznana marka w hiszpańskim futsalu. Czy żałuję, że tam nie trafiłem? Nie. Ja generalnie w życiu niczego nie żałuję. Natomiast patrząc z perspektywy czasu, może był to moment, w którym mogłem spróbować zagranicznej przygody. Nie miałem jeszcze wtedy dzieci ani żony, więc pewnie byłoby to łatwiejsze organizacyjnie niż dziś. Myślę też, że mogłem mocniej zaznaczyć swoją obecność w reprezentacji Polski. Patrząc na swoje umiejętności i to, jak wyglądała moja gra przez lata, uważam, że powinienem rozegrać więcej spotkań z orzełkiem na piersi. Zdobyłem jedną bramkę dla reprezentacji i oczywiście bardzo się z tego cieszę, bo każdy gol dla kadry jest czymś wyjątkowym. Mam jednak poczucie, że mój potencjał w reprezentacji mógł zostać wykorzystany w większym stopniu. Mimo wszystko patrzę na swoją karierę z ogromną satysfakcją. To była naprawdę piękna droga i jestem wdzięczny za wszystko, co mnie w futsalu spotkało.

 

SportoweBeskidy.pl: Wróćmy jednak do tego, co tu i teraz. W BKS-ie stałeś się również działaczem. Jesteś prezesem sekcji futsalu i wiceprezesem klubu. Dużo to kosztuje czasu i nerwów?

Łukasz Biel: Gdybym powiedział, że nie, to bym skłamał. To jest ogrom czasu, pracy i odpowiedzialności. Zarząd BKS-u regularnie spotyka się po kilka godzin tygodniowo, rozwiązując bieżące problemy, które w tak dużym stowarzyszeniu sportowym pojawiają się praktycznie każdego dnia. Staramy się, aby klub systematycznie się rozwijał, porządkował kwestie organizacyjne i finansowe, bo dziś jednym z naszych głównych celów jest redukcja oraz całkowite zniwelowanie zadłużenia. Jeśli chodzi o futsalowy BKS, to tutaj struktura działania będzie wyglądała trochę inaczej.

 

Właściwie wczoraj została założona nowa spółka, Futsal BKS Stal Bielsko-Biała sp. z o.o., która jako osobny podmiot będzie występowała w rozgrywkach II ligi futsalu. Uważam, że to naturalny krok w kierunku profesjonalizacji futsalu w BKS-ie. Nowa spółka będzie funkcjonowała niezależnie, na zasadach właścicielskich, gdzie udziały zostały podzielone po 50 procent pomiędzy mną a stowarzyszeniem BKS Stal. Dzięki temu sytuacja będzie przejrzysta i klarowna. Chcemy, aby futsal rozwijał się na własny rachunek i nie był obciążeniem finansowym dla stowarzyszenia. Jeśli będziemy się rozwijać, awansować i zwiększać budżet, to sami będziemy odpowiadać za pozyskiwanie finansowania i realizację naszej wizji. Z tego miejsca chciałbym też bardzo podziękować Tomaszowi Jabłońskiemu, prezesowi klubu, oraz całemu zarządowi za zaufanie i aprobatę dla mojego pomysłu wyodrębnienia sekcji futsalu. Wierzę, że organizacyjnie futsalowy BKS będzie bardzo mocno szedł do przodu. Jednocześnie jestem przekonany, że jako stowarzyszenie robimy wszystko, aby najpierw wyprowadzić klub z problemów finansowych, a później stabilnie rozwijać go przez kolejne lata.

 

SportoweBeskidy.pl: Jesteś młodym człowiekiem, jakby nie patrzeć, a podobno młodzi ludzie nie garną się do działania w klubach. Co Ciebie do tego skłoniło?

Ł.B. Nie ukrywam, że ogromny wpływ miał na to Marek Wołoch i praktycznie w każdym wywiadzie staram się mu za to dziękować. To właśnie on namówił mnie, żebym zaczął działać organizacyjnie przy klubie. Już od pierwszych dni, kiedy dostałem dużą swobodę w tworzeniu nowej sekcji futsalu, po prostu poczułem, że to jest coś dla mnie. Bardzo trafnie podsumował mnie kiedyś prezes Rekordu Janusz Szymura, mówiąc w jednym z wywiadów, że chyba najlepiej realizuję się tam, gdzie mam dużą swobodę działania i mogę samodzielnie wyznaczać kierunek rozwoju. Faktycznie tak jest, lubię działać na własnych zasadach i brać odpowiedzialność za swoje decyzje. Oczywiście jednocześnie uwielbiam współpracować z ludźmi, którzy w wielu obszarach są ode mnie lepsi, bo dzięki temu sam mogę się cały czas rozwijać i uczyć. Bardzo odpowiada mi to, że mam realny wpływ na rozwój sekcji i mogę konsekwentnie realizować wizję, którą sobie założyłem. To też dla mnie naturalne przejście z parkietu do roli osoby zarządzającej klubem.

 

Nie ukrywam też, że moje ambicje nie kończą się wyłącznie na prowadzeniu Futsal BKS-u i pełnieniu funkcji wiceprezesa BKS Stal. Chciałbym krok po kroku rozwijać się również jako działacz sportowy, najpierw na poziomie wojewódzkim, a później czas pokaże, może również w strukturach PZPN-u. Coraz częściej chodzi mi też po głowie kandydowanie do rady miasta, bo uważam, że dzięki swojemu doświadczeniu sportowemu i organizacyjnemu mógłbym zrobić wiele dobrego dla sportu w Bielsku-Białej, szczególnie w obszarze infrastruktury i funkcjonowania klubów. Naprawdę cieszę się, że już w młodym wieku mogę działać jako działacz sportowy i każdego dnia daje mi to ogromną satysfakcję.

 

SportoweBeskidy.pl: Jak będzie wyglądać rzeczywistość BKS Stal Futsal po awansie do II ligi? Dotychczas zawodnicy grali czysto amatorsko. Czy coś ulegnie zmianie?

Ł.B.: Chcemy postawić na bardziej profesjonalny model funkcjonowania drużyny. Podstawą dla każdego zawodnika mają być dwa regularne treningi futsalowe w tygodniu. Do tej pory wyglądało to bardziej amatorsko, zawodnicy sami decydowali, ile treningów wykonają i kiedy pojawią się na zajęciach. Teraz chcemy pracować z ludźmi, którzy będą traktowali to bardziej odpowiedzialnie. Oczywiście nie mamy problemu z tym, aby zawodnicy łączyli futsal z grą na dużym boisku, bo wielu chłopaków nadal będzie to robiło. Już teraz budujemy bardzo mocną kadrę. Naszym planem jest awans do I ligi w ciągu dwóch lat, ale jeśli uda się zrobić to szybciej, to będziemy przygotowani organizacyjnie, finansowo i sportowo na taki krok. Mogę też zdradzić, że jeśli wszystko zostanie dopięte tak, jak obecnie wygląda, to w nowym sezonie w BKS Stal Futsal zagra dwóch zawodników występujących jeszcze niedawno w Futsal Ekstraklasie, dwóch zawodników z I ligi oraz jeden z II ligi futsalu. Wiemy dokładnie, które pozycje chcemy wzmocnić i konsekwentnie to realizujemy. Jednocześnie praktycznie cały trzon drużyny z poprzedniego sezonu zostaje z nami. Odeszły może dwie lub trzy osoby, którym bardzo dziękuję za wkład w rozwój naszej sekcji i za wszystko, co zrobili dla BKS-u. Zawsze będą mile widziani na naszych meczach i w naszym środowisku.

 

SportoweBeskidy.pl: Planujecie awans w pierwszym sezonie, jak miało to miejsce w III lidze, czy to już będzie dłuższy proces?

Ł.B.: Zakładamy sobie perspektywę dwóch sezonów na awans do I ligi. Chcemy być do tego przygotowani organizacyjnie, finansowo i sportowo. Natomiast już teraz robimy wszystko, aby maksymalnie przyspieszyć ten proces i być po prostu gotowym. Mamy na to sporo czasu, bo III ligę zakończyliśmy już na początku marca, a rozgrywki II ligi startują dopiero pod koniec października. To daje nam kilka miesięcy na spokojne przygotowanie drużyny, sponsorów, całego zarządu i zaplecza organizacyjnego pod projekt walki o I ligę. Jeśli udałoby się awansować już w pierwszym sezonie, to oczywiście będziemy bardzo szczęśliwi. Natomiast podchodzimy do tego spokojnie, bo wiemy, że II liga będzie bardzo mocna.

 

Jeśli awans przyjdzie po dwóch latach, to również będzie bardzo dobry wynik. Nawet jeśli zajmie to trzy sezony, świat się nie zawali, to jest sport. Najważniejsze, aby cały czas konsekwentnie rozwijać klub i iść do przodu. Naszym głównym celem jest właśnie I liga i tam chcielibyśmy docelowo funkcjonować. Na ten moment futsalowa Ekstraklasa wcale nas nie ciągnie. Znam tę ligę bardzo dobrze i wiem z jakimi problemami finansowymi mierzą się beniaminkowie. Wiele klubów awansuje, po czym po jednym sezonie spada i zostaje z dużymi problemami organizacyjnymi. Uważam, że I liga będzie dla nas idealnym miejscem do stabilnego rozwoju i tam spokojnie możemy realizować swoje ambicje sportowe oraz organizacyjne.

 

SportoweBeskidy.pl: No i na koniec, nie sposób nie zapytać, kto sięgnie według Ciebie po mistrzostwo Futsal Ekstraklasy?

Ł.B.: Uważam, że do finału awansuje Rekord Bielsko-Biała i bardzo bym się z tego cieszył. Widać, że drużyna złapała ogromną lekkość i pewność siebie w ostatnich meczach. Dwumecze z Lubawą i Lesznem, czyli zespołami, które teoretycznie wyglądały lepiej w fazie zasadniczej, pokazały siłę Rekordu. Z drugiej strony spodziewam się awansu Piasta Gliwice, który moim zdaniem okaże się lepszy od Lubawy. A sam finał? To już będzie bardzo ciężka rywalizacja, bo Piast to niezwykle mocny i doświadczony zespół. Mimo wszystko liczę, że Rekord sprawi niespodziankę i sięgnie po mistrzostwo Polski. Zostało tam nadal kilku moich dobrych kolegów i bardzo chciałbym, aby klub, który cały czas mam w sercu, ponownie zdobył tytuł mistrza Polski.