Łukasz Duźniak: Nerwowa walka o utrzymanie? Na to wygląda
Zaglądamy do Kóz i tamtejszego Orła, który a-klasową wiosnę w podokręgu bielskim rozpoczął od... hat-tricka meczów bez jakichkolwiek punktowych zdobyczy. Na potrzebę szybkiego przełamania, zwłaszcza w kontekście wielce prawdopodobnej walki o utrzymanie w lidze, wskazuje w STREFIE WYWIADU trener Łukasz Duźniak.
SportoweBeskidy.pl: To nie jest wymarzony dla was początek rundy wiosennej. Jak wygląda obecnie Orzeł Kozy w a-klasowej rzeczywistości?
Łukasz Duźniak: Niestety, ale dosyć słabo. Nie bierze się to znikąd. Mieliśmy w trakcie okresu przygotowawczego kłopoty frekwencyjne. O ile młodzi juniorzy chodzili na zajęcia jeszcze w miarę regularnie, to tym bardziej doświadczonym treningi utrudniały obowiązki zawodowe, studenckie czy kwestie rodzinne. Prawda jest taka, że większość zawodników nie wyrobiła zimą jednostek tylu, ile trzeba, aby złapać dobrą formę. Doszło poza tym do pewnych roszad kadrowych. Odszedł od nas Wojtek Waluś, który trochę bramek zapewniał, nie ma też z nami choćby Mateusza Borowca, więc jest nas po prostu mniej.
SportoweBeskidy.pl: Na inaugurację doznaliście dosyć wstydliwej porażki 0:7 w Czańcu.
Ł.D.: Tak, pojechaliśmy do Czańca w mocno okrojonym składzie, a w podstawie połowę drużyny stanowili juniorzy. Akurat też trafiliśmy na przeciwnika, który był zmobilizowany, aby dobrze zacząć rundę u siebie i posiłkował się zawodnikami występującymi w V lidze. Oni zrobili dużą różnicę na boisku. Nie było opcji, aby nawiązać równorzędną walkę, przez co popsuliśmy sobie bilans bramkowy.
SportoweBeskidy.pl: Punkty nie dopisaliście sobie po meczach z Zaporą Wapienica i teraz Sokołem Hecznarowice, ale wyglądało to chyba lepiej z twojej trenerskiej perspektywy?
Ł.D.: Z Zaporą zdobycz punktowa była jak najbardziej w zasięgu. Mamy czego żałować. Mieliśmy 3 „setki”, zmarnowany rzut karny, a i tak po strzelonym golu w 80. minucie wydawało się, że nie przegramy. Szkoda, że w końcówce daliśmy się zaskoczyć, bo liczyliśmy na domowe przełamanie. Natomiast w Hecznarowicach zaczęło się od szybkiej straty gola, później mecz się wyrównał i nie było w nim dużo szans. Po przerwie pierwszy rzut wolny dał gospodarzom podwyższenie wyniku i ciężko było już wtedy coś wskórać, mimo prób, które podejmowaliśmy.
SportoweBeskidy.pl: Czeka was nerwowa walka o utrzymanie?
Ł.D.: Na to wygląda. Zamek Grodziec bardzo się wzmocnił zimą. Sądzę, że będzie punktował i piął się w górę tabeli. Groń Bujaków też nie odpuści, bo straty do nas nie ma wcale dużej. Spoglądamy na to, co dzieje się w wyższych ligach, bo może się okazać, że nawet 3 zespoły opuszczą A-klasę. Zrobimy wszystko, aby w tym gronie się nie znaleźć. Tym bardziej, że mamy całkiem niezły potencjał. Warunkiem jest treningowa systematyka, wtedy możemy się lepiej zgrać i wypracować pewne elementy ważne w lidze.
SportoweBeskidy.pl: A może potrzebujecie przełamania? Okazja ku temu nadarza się o tyle dobra, że w weekend najbliższy zagracie mecz, na który specjalnie nikogo mobilizować nie trzeba...
Ł.D.: Przełamanie w derbach z Pionierem Pisarzowice byłoby faktycznie chyba najlepsze w naszej sytuacji. Uważam, że pierwsze punkty na wiosnę mogą rzeczywiście spowodować, że to ruszy do przodu. Cóż, trzeba walczyć i gromadzić choćby po punkciku, bo każdy może mieć znaczenie na koniec sezonu. Derbowe mecze są takimi, w których wszystko się może zdarzyć, więc będzie ciekawie. Zapraszamy gorąco kibiców w Kozach do wspierania nas.
SportoweBeskidy.pl: Kto twoim zdaniem wygra rywalizację w tym sezonie i będzie świętował awans do „okręgówki”?
Ł.D.: Moje zdanie w tej kwestii jest takie, że Iskrę Rybarzowice będzie ciężko komukolwiek zatrzymać. Byłem na meczu tej drużyny w Pisarzowicach na starcie rundy. Są tam zawodnicy, którzy potrafią grać na bardzo dobrym poziomie. Jest potencjał w ofensywie, solidność w pozostałych formacjach. To mój kandydat do końcowego triumfu.
SportoweBeskidy.pl: A czekające nas baraże pomiędzy zespołami z miejsc 2-5?
Ł.D.: To w ogóle jest ciekawa formuła, która powoduje, że liga przez cały jest interesująca. Nawet, jak ktoś wyraźnie odskoczy reszcie stawki, to jest o co walczyć. Jeśli Wilamowiczanka Wilamowice ostatecznie przegra batalię o mistrza, to może wyjść zwycięsko z baraży.
SportoweBeskidy.pl: Z rozrzewnieniem wypada wspomnieć czasy, gdy w Kozach liga okręgowa gościła. Mam wrażenie – nie wiem czy się ze mną zgodzisz – że tak dużą miejscowość stać na coś więcej, aniżeli tylko a-klasowe „doły”?
Ł.D.: Myślę, że w jakiejś nieodległej perspektywie jest to temat do ogarnięcia, choć potrzebnych byłoby trochę więcej ludzi zaangażowanych w życie klubu i jego rozwój. W Orle nie mamy żadnej armii zaciężnej, a barwy drużyny spora grupa zawodników przywdziewa z sentymentu i dla przyjemności. To wartościowe, że chłopaki identyfikują się z klubem. Mamy fajną młodzież, jest też w Kozach teraz drużyna juniorów, z której za 2-3 lata – o ile kadra się utrzyma – będziemy mieli pożytek. Trzeba tylko wytrwałości i pracy na treningach.