SportoweBeskidy.pl: Z pewnością docierają do ciebie informacje związane z Orłem. Jest ci tego wszystkiego żal?
Łukasz Radomski:
Jednym słowem, tak. W Łękawicy włożono mnóstwo serca i zaangażowania, by wywalczyć awans i zbudować drużynę na poziom IV ligi. Szkoda tego doświadczenia, zarówno dla mnie, jak i dla całego klubu. Dawno nie byłem w tak dobrej, wymagającej wobec siebie i innych zawodników szatni. Tym bardziej żal, że tak szybko zakończyła się przygoda Orła w IV lidze.


SportoweBeskidy.pl: Jak wyglądały twoje pierwsze miesiące w Łękawicy?
Ł.R
.: Z trenerem znaliśmy się już wcześniej z boiska, więc adaptacja przebiegła sprawnie. Zespół i cały klub bardzo dobrze mnie przyjęli. Wszystko potoczyło się bardzo pozytywnie. Gdybym wypowiadał się miesiąc czy dwa wcześniej, pewnie mówiłbym nieco inaczej, ale rozstaliśmy się w dobrej atmosferze i będę ten czas dobrze wspominał. Nadal mam kontakt z chłopakami, z trenerem, wymieniamy się telefonami i wiadomościami.


SportoweBeskidy.pl: Trzeba też przyznać, że sportowo miniona jesień była bardzo udana dla was.
Ł.R.
: Zdecydowanie. Piąte miejsce w IV lidze jako beniaminek, to bardzo dobry wynik. Po nazwiskach kadra wyglądała solidnie, ale w tej lidze nie brakuje mocnych zespołów. Nie spodziewaliśmy się aż takiego rezultatu, ale jesteśmy z niego zadowoleni.


SportoweBeskidy.pl: Kiedy tak naprawdę zaczęło się pogarszać w Łękawicy?
Ł.R.:
Problemy, które często pojawiają się na tym szczeblu, były na bieżąco regulowane przez zarząd. Pierwsze niepokojące sygnały pojawiły się w październiku, kiedy zaczęły się drobne zaległości. Osobiście zabrakło mi w tym wszystkim odpowiedniej komunikacji, ale nie ma już, co do tego wracać. Tak jak mówię, będę wspominać tylko te dobre chwile.

 

SportoweBeskidy.pl: Czy był moment, w którym uświadomiliście sobie, że w Orle nie ma przyszłości?
Ł.R.
: To raczej proces niż jeden konkretny moment. Wszystko działo się etapami. Wiem, że w Łękawicy podejmowano próby rozwiązania problemów, ale pewnych barier nie dało się przeskoczyć.


SportoweBeskidy.pl: Mówi się, że trzeba mierzyć siły na zamiary. Tego zabrakło w Łękawicy?
Ł.R.
: To trafne określenie. Być może tego zabrakło... Cała organizacja na poziomie IV ligi, która kiedyś funkcjonowała dobrze, ma się nijak do obecnych realiów. W dłuższej perspektywie to się odbiło na klubie.


SportoweBeskidy.pl: Co z dobrych rzeczy będziesz najlepiej wspominał z pobytu w Orle?
Ł.R.:
Przede wszystkim zespół. Dawno nie byłem częścią tak zgranej grupy. Również poza boiskiem stanowiliśmy świetną ekipę. Mimo problemów organizacyjnych wyniki były budujące i motywujące dla trenerów i dla nas wszystkich. Nie zawsze było łatwo, ale na boisko zawsze wychodziliśmy z myślą o zwycięstwie.


SportoweBeskidy.pl: Przeniosłeś się do Kalwarianki. Z regionu Beskidów nie było konkretnych ofert?
Ł.R.
: Było kilka telefonów, ale to Kalwarianka przedstawiła najbardziej konkretną propozycję. Szybko doszliśmy do porozumienia.


SportoweBeskidy.pl: Nie opuściłeś jednak całkowicie Beskidów, bo jesteś zawodnikiem futsalowego BKS-u. Będzie awans?
Ł.R
.: Robimy wszystko, żeby go wywalczyć. W klubie bardzo nam na tym zależy, cały zespół i środowisko tego pragną. Na tym się skupiamy, a co będzie, okaże się wkrótce. Hala wszystko zweryfikuje.


SportoweBeskidy.pl: Czego życzysz Orłowi?
Ł.R.
: Wytrwałości. Małymi krokami do przodu, z zachowaniem zapału i motywacji do pracy. Czasem trzeba zrobić dwa kroki w tył, by nabrać rozpędu. W klubie są ludzie, którzy potrafią wiele zdziałać. A zawodnicy, którzy postanowili zostać, jeszcze nie raz pojawią się na łamach Sportowych Beskidów. (uśmiech)