Luki w obronie
Dużo ciekawego, począwszy od fatalnego początku meczu z perspektywy bielszczan, działo się w testowej potyczce Zagłębia Sosnowiec z Podbeskidziem.
Biorąc pod uwagę solidne występy "Górali" przeciwko Śląskowi Wrocław i rezerwom Wisły Kraków w poprzednich sparingach, zaskoczeniem należało tytułować start sobotniego starcia. Nie dość, że w 7. minucie piłkarze Podbeskidzia nie przypilnowali Kacpra Skóry, który strzałem z okolic 20. metra pokonał Konrada Forenca, to jeszcze tuż po wznowieniu gry goście futbolówkę stracili, a z dogrania Linusa Ronnberga pożytek uczynił Bartosz Snopczyński. Błyskawiczne 2:0 dla Zagłębia zmusiło bielszczan do odrabiania strat i w tej roli podopieczni Marcina Włodarskiego spisali się wzorowo.
Nie od razu defensywę Zagłębia udało się rozmontować, ale kolejne próby Podbeskidzie podejmowało. Łupem golkipera miejscowych padały uderzenia Dalibora Takaca, Marcina Urynowicza czy Jana Majsterka. Przełamanie nadeszło w 38. minucie, gdy celną główką po wrzutce ze skrzydła Urynowicz "napoczął" sosnowiczan. Jeszcze przed przerwą doszło do wyrównania. Tym razem w roli egzekutora wystąpił Mateusz Kizyma, który doskonale przymierzył nie do obrony dla młodego bramkarza konkurenta Mateusza Kabały.
Optymistycznego dla siebie kierunku spotkania "Górale" nie podtrzymali po powrocie na murawę. W 52. minucie przeciwnik znów był na prowadzeniu. Szymon Brańczyk nie zdołał zapobiec trafieniu obrońcy Jędrzeja Zająca. Bielski zespół po licznych roszadach w składzie nie prezentował już zbyt często swoich walorów ofensywnych, ale... w ponownym wyrównaniu to nie przeszkodziło. W 81. minucie kolejny tej zimy rzut karny przyznany Podbeskidziu - po faulu na Maksymilianie Sitku - na gola zamienił Lucjan Klisiewicz. Więcej bramek dzisiejszy test-mecz nie przyniósł, pozostawiając jako kluczowy wniosek o konieczności pracy bielskiego II-ligowca nad defensywą...