Maciej Łącki: Nie zostaliśmy zaskoczeni utrzymaniem w A-klasie
Na istnym rollercoasterze znalazł się w okresie między kolejnymi sezonami Świt Cięcina, który ostatecznie – zgodnie zresztą z pierwotnymi rozstrzygnięciami na boisku w rozgrywkach 2024/2025 – pozostał wśród reprezentantów żywieckiej A-klasy. O powstałe latem zamieszanie pytamy Macieja Łąckiego, koordynującego szereg kwestii sportowych w klubie oraz wciąż aktywnego zawodnika Świtu.
SportoweBeskidy.pl: Wyjątkowo szalone lato przeżyliście w Cięcinie?
Maciej Łącki: Zgadza się. Najpierw się utrzymaliśmy, później spadliśmy, a potem wszystko znów ważyło się do ostatniego momentu. Spodziewaliśmy się decyzji o spadku Tempa Puńców do „okręgówki”, a tym samym Soły Rajcza do A-klasy. Byliśmy w ścisłym kontakcie z podokręgiem oraz zainteresowanymi klubami, ale też mieliśmy świadomość trudnej sytuacji w Ujsołach. Ostatecznie wycofanie tego zespołu otworzyło nam możliwość dalszej gry w A-klasie. Stało się to dość późno, ale nie zostaliśmy tym jakoś bardzo zaskoczeni.
SportoweBeskidy.pl: Jesteście więc właściwie przygotowani, aby grać na a-klasowym szczeblu?
M.Ł.: Jesteśmy i remis 1:1 na inaugurację z rezerwami Orła Łękawica może o tym świadczyć. Mogło być nawet lepiej, bo przecież wygrywaliśmy, bodajże jeszcze do 93. minuty. Przygotowywaliśmy się na konfrontację z młodzieżą, bo mecz odbywał się w sobotę w mniej więcej w podobnym czasie do „jedynki” Orła, więc tych posiłków kadrowych nie było u gości za dużo.
Latem dołączył do nas obrońca Marek Biskup z SMS-u Żywiec, do tego jest Kamil Kłusak, który miał ostatnio przerwę, a wcześniej reprezentował barwy Maksymiliana Cisiec, oraz Mateusz Motyka w charakterze grającego trenera. Mamy więc skompletowaną drużynę, aby dać sobie radę w lidze.
SportoweBeskidy.pl: Nie ma natomiast z wami Bartosza Woźniaka.
M.Ł.: Szkoda, że był u nas tylko pół roku, bo odegrał ważną rolę w udanej rundzie wiosennej. Już wcześniej jednak złożył deklarację, że w razie powrotu Magury Bystra do rozgrywek, będzie tam pomagał. I tak też się stało.
SportoweBeskidy.pl: Jaki macie w takim razie cel?
M.Ł.: Generalnie wprowadzamy do drużyny chłopaków z rocznika 2010 i chcemy, aby grali jak najczęściej i dzięki temu rozwijali się. Naszym założeniem jest to, aby opierać drużynę o swoich wychowanków, bo na tym poziomie to najlepszy kierunek. Patrząc natomiast sportowo, nie chcemy się denerwować, jak to miało miejsce teraz, a do tego potrzebne jest zajęcie trochę wyższego miejsca w tabeli.
SportoweBeskidy.pl: Poprzedni sezon w roli beniaminka mieliście bardzo udany.
M.Ł.: Tak, bo w rundzie rewanżowej sporo punktów nazbieraliśmy, dzięki czemu udało się odrobić jesień, która tak pozytywna już nie była. Wielką szkodą byłoby po takim sezonie spaść. Tym bardziej, że jesteśmy w klubie na A-klasę gotowi pod względem organizacyjnym czy infrastrukturalnym. Uważam, że byłaby to dla nas duża kara. Dobrze więc, że się utrzymaliśmy, choć szkoda, iż stało się to kosztem innego klubu z Żywiecczyzny.
SportoweBeskidy.pl: Kto według ciebie jest faworytem w tym sezonie? A może takiej drużyny nie ma?
M.Ł.: Stawka jest wyrównana – to na pewno. Wyróżniać powinna się Koszarawa Żywiec, która ma sporo jakości w składzie. Zawsze wśród faworytów stawiany jest Beskid Gilowice. Mocną ekipę ma Soła Rajcza, która nie miała udanego startu sezonu, bo na inaugurację przegrała. Zresztą podobnie, jak inny spadkowicz – Metal Węgierska Górka, co akurat nas z perspektywy tej samej gminy martwi nieco mniej (śmiech). Generalnie wyniki w A-klasie są mocno zależne od składu. Jeśli dany zespół jest w komplecie, to bardzo zyskuje w porównaniu do przeciwnika z jakąś istotną absencją. Dlatego ciężko wszystko tak do końca przewidywać w tej lidze.