Maciej Tokarczyk: Baraże rządzą się swoimi prawami, tym bardziej cieszę się z bezpośredniego awansu
Tuż po zakończeniu sezonu zasadniczego Betclic II ligi, a w trakcie rozgrywek barażowych z udziałem Podbeskidzia Bielsko-Biała, rozmawiamy w STREFIE WYWIADU z Maciejem Tokarczykiem, szkoleniowcem w beskidzkim środowisku doskonale znanym, który w mijającej kampanii poprowadził Wartę Poznań do sukcesu w postaci I-ligowego awansu.
SportoweBeskidy.pl: Nie wypada nie zacząć od gratulacji, bo chyba ciężko było widzieć w Warcie Poznań jako spadkowiczu z I ligi kandydata do awansu?
Maciej Tokarczyk: Myślę, że raczej skazywano nas przed sezonem na obecność w drugim biegunie tabeli. Historia pokazuje, że nie jest wcale łatwą sztuką, żeby szybko się pozbierać po degradacji, bo ta zawsze jest trudnym momentem dla każdego klubu.
SportoweBeskidy.pl: Czy tym bardziej jest to godne podkreślenia, że mieliśmy bardzo wyrównaną ligę, w której praktycznie każdy z każdym mógł wygrać, a niespodzianek nie brakowało?
M.T.: Zdecydowanie. Dobrze graliśmy z czołówką i w tych spotkaniach z zespołami w tej lidze najmocniejszymi potrafiliśmy jednak zdobywać punkty. Z kolei straciliśmy je w obu meczach z „dwójką” ŁKS-u Łódź czy GKS-em Jastrzębie, a więc spadkowiczami z II ligi. Nie było na pewno w całym sezonie takiego meczu, na który jechało się jako zdecydowany faworyt. Poziom był do końca wyrównany.
SportoweBeskidy.pl: Co już ze stricte piłkarskiej perspektywy zdecydowało o waszym awansie?
M.T.: Mieliśmy dużo jakości na przestrzeni tego sezonu, a poszczególni zawodnicy stanęli na wysokości zadania. Stworzyliśmy kadrę bardzo wyrównaną i nawet, gdy były kontuzje, a tu jako przykład mogę przywołać Tomasza Wojcinowicza, moim zdaniem najlepszego obrońcę w tej lidze, to wchodził do składu w jego miejsce Szymon Michalski, po czym zagraliśmy 3 mecze z rzędu „na zero z tyłu”. To świadczy o głębi składu. Mieliśmy też jasno zdefiniowany kierunek i wartości, czego się konsekwentnie trzymaliśmy. Swoje zrobiło też według mnie właściwe zarządzanie momentem sukcesu, bo przypomnę, że notowaliśmy najdłuższą serię meczów bez porażki w historii klubu. Wiele czynników miało wpływ na ten końcowy efekt dający nam ogromną radość.
SportoweBeskidy.pl: Tymczasem kibice w Bielsku-Białej zastanawiają się czy w przyszłym sezonie doświadczą derbów na poziomie II-ligowym – Podbeskidzie pokona Sandecję Nowy Sącz w finale baraży?
M.T.: Baraże rządzą się swoimi prawami. Myślę, że zagrają ze sobą w tym decydującym spotkaniu bardzo dobre, ale jednak różniące się od siebie drużyny. Podbeskidzie to zespół wyrachowany, z kilkoma doświadczonymi piłkarzami w składzie, którzy potrafią tego rodzaju mecze rozgrywać. Na plus też indywidualności i wysoka jakość całej drużyny. Sandecja po przyjściu trenera Smalca jest zupełnie innym zespołem niż wcześniej i widać, że świetnie to wszystko poukładał. Ma w swoich szeregach duże indywidualności, a Pietraszkiewicz i Oure to moim zdaniem najlepsi skrzydłowi w tej lidze. Siła ekipy z Nowego Sącza to jednak nie tylko wspomniani zawodnicy. Nie pokusiłbym się o wskazaniem kto ostatecznie wyjdzie z tej konfrontacji zwycięsko i awansuje.
SportoweBeskidy.pl: Atut własnego boiska też nie będzie miał znaczenia?
M.T.: Raczej nie, bo kibice Sandecji zapewne też w dużej liczbie zawitają do Bielska-Białej. Poza tym Sandecja na wyjazdach rzadko przegrywa. Szanse są bardzo wyrównane i takie mecze o dużą stawkę faworytów po prostu nie mają.
SportoweBeskidy.pl: A sama idea dodatkowych meczów barażowych o awans i utrzymanie jest sensowna? Jakby nie patrzeć Olimpia Grudziądz na przestrzeni całego sezonu zgromadziła o 9 punktów więcej od Sandecji, a jednak to ten drugi zespół może wejść do I ligi...
M.T.: Zasady i reguły są wszystkim znane od początku ligi, więc nie ma co dyskutować o tym, czy takie rozstrzygnięcie jest sprawiedliwe. Najlepszy w lidze zespół, jakim była Unia Skierniewice, trochę w tabeli odskoczył, a poza GKS-em i ŁKS-em II, których spadek został wcześniej przesądzony, każdy zespół właściwie do samego końca o coś walczył. To dobrze dla atrakcyjności rozgrywek, które były przy tym niezwykle zacięte. Dlatego też zabiegaliśmy o to, aby nie musieć uczestniczyć w barażach i cieszę się z naszego bezpośredniego awansu.
SportoweBeskidy.pl: Utrzymanie, finalnie dość pewnie, zagwarantował sobie tymczasem na kolejny sezon bielski Rekord.
M.T.: I nie ukrywam, że bardzo się z tego faktu cieszę. Ten klub mnie wychował, dużo mi dał w trenerskim rozwoju i przeżyłem tam mnóstwo świetnych chwil. Wiem też jak dobrze jest prowadzony przez prezesa Janusza Szymurę i mocno Rekordowi kibicuję. Z trenerem Tworkiem jestem na bieżąco w kontakcie, uważam, że to fantastyczny trener i człowiek. Dlatego nie jest to dla mnie żadne zaskoczenie, że Rekord się w lidze utrzymał. Wiedziałem, jakie ta drużyna ma atuty, mając przy tym za sterami odpowiednich ludzi.
SportoweBeskidy.pl: Rekord stawia też konsekwentnie na swoją młodzież, w znacznie większym wymiarze niż sporo innych klubów na tym poziomie rozgrywkowym. Czy nie jest to utrudnienie?
M.T.: Ja patrzę na to inaczej, bo uważam, że tak dobra postawa Rekordu ma związek z odważnym stawianiem na młodzież jakościową. Często wpadamy w pułapkę myślenia, że młody piłkarz jest jeszcze słabszy od kogoś bardziej doświadczonego. Wiek nie ma znaczenia, liczą się kompetencje. U nas obok Sebastiana Stebleckiego gra w składzie w linii pomocy 20-latek i potrafią ze sobą świetnie współpracować, a drużyna absolutnie nic na tym nie traci.
SportoweBeskidy.pl: Co dalej? Jakie plany trenera Macieja Tokarczyka? Był spadek, jest awans, a więc ciągła huśtawka nastrojów.
M.T.: Cóż, na początek zasłużone wakacje (śmiech). A później wyzwanie I-ligowe, do którego od długiego już czasu się szykujemy myśląc o pewnych zmianach i roszadach. Będziemy gotowi, wiemy też doskonale co nas czeka, bo mamy przeanalizowaną I ligę pod kątem trendów w niej zachodzących. Mamy świadomość, w jakich obszarach potrzebujemy się wzmocnić. Chcemy być ciekawym zespołem, natomiast mówienie o celach wynikowych na tym etapie byłoby nierozsądne. W każdym meczu będziemy chcieli grać według swoich zasad, mając przy tym niższe oczekiwania, a równocześnie zachowując wysokie standardy.