Na półmetku rywalizacji nic na duże emocje nie wskazywało. O łup bramkowy pokusili się Wiślanie. To w następstwie starcia w polu karnym Michała IwankaRafałem Cywką, po którym sędzia wskazał na „wapno”. Okazji na gola dla WSS nie zmarnował Konrad Chrapek. Nie były wystarczająco skuteczne inne ofensywne próby – uderzenia Patryka Semika oraz Daniela Grabskiego po stronie LKS-u czy strzał Cywki, z którym poradził sobie Michal Pesković.

Po przerwie worek z bramkami rozwiązał się i to błyskawicznie. Mało tego – inicjatywę przejął zespół z Leśnej. W 47. minucie przy biernej postawi obrońców WSS do wyrównania doprowadził półgórnym uderzeniem Kajetan Lach, zaś w 49. minucie radość gospodarzom przyniósł rzut wolny Grabskiego i brak właściwej reakcji Rafała Jacaka. Już kilka minut później był remis. Chrapek obsłużył Jakuba Marekwicę, który także zaistniał wśród strzelców. Ostatni kwadrans przyniósł ponowną przewagę podopiecznych Mateusza Stankiewicza. W 79. minucie Semik zgrał piłkę piętą do Krzysztofa Walkiewicza, który zaskoczył Jacaka. O tyle miejscowi mówić mogli o niefarcie, iż wygraną wypuścili dopiero w 93. minucie, kiedy rzut wolny i zgranie Szymona Woźniczki umożliwiły wyrównanie Dawidowi Mazurkowi. Wcześniej obie drużyny zaprzepaściły swoje szanse, a rozstrzygnięcia dokonać mógł choćby Grabski, którego próbę w „krótki” róg sparował Pesković.

– Z racji bramek straconych w bardzo łatwy sposób, mamy czego żałować. Jednocześnie nie mogę odmówić zespołowi „serducha” zostawionego dziś na boisku – wyjaśnia Marcin Michalik, szkoleniowiec przyjezdnych.

– Długimi fragmentami meczu musieliśmy budować akcje w ataku pozycyjnym i za wiele z tego nie wynikało. Aczkolwiek punkty wypuściliśmy w końcówce trochę pechowo, bo tych klarownych sytuacji więcej było w moim odczuciu po naszej stronie – uważa Piotr Raczek, prezes klubu z Leśnej.