SportoweBeskidy.pl: Twoje 4 bramki strzelone w sobotę przeciwko Piastowi Bieruń bez echa nie przeszły. Jak odbierasz ten wyczyn?

Marcin Bęben:
Nie powiem, że można się było tego spodziewać, bo to był mój pierwszy oficjalny mecz, w którym wystąpiłem jako napastnik. Zawsze wystawiano mnie jednak jako stopera, a podczas jednego ze sparingów trener oznajmił mi, że zagram na „9”. Śmialiśmy się po meczu, że szkoda, że stało się tak późno, bo może bylibyśmy dziś... liderem ligi.

SportoweBeskidy.pl: Eksperyment sparingowy był jak rozumiem udany, że zostałeś przekwalifikowany na napastnika?

M.B.:
Tak się złożyło, że na mecz ze Skawą Wadowice mieliśmy optymalną kadrę. Nie brakowało nikogo z obrony, więc ja zagrałem w ataku. Strzeliłem 2 gole, więc rzeczywiście to szybko wypaliło. Wcześniej tylko chyba raz – o ile mnie pamięć nie myli – miałem na koncie 2 trafienia w jednym meczu, gdy w barwach BKS-u grałem przeciwko Drzewiarzowi w Jasienicy.

SportoweBeskidy.pl: Widzisz się już na stałe w ataku?

M.B.:
Tak i mam nadzieję, że trener ma podobne odczucia. To coś zupełnie innego, niż gra w obronie, gdzie czasem – nawet wykonując swoje zadania na boisku – nie ma się aż tak dużego wpływu na wynik. Pod bramką przeciwnika jest znacznie ciekawiej (śmiech).

SportoweBeskidy.pl: Dziwny to był w ogóle mecz na inaugurację. W 70. minucie przegrywaliście 2:3 i byliście w 10-osobowym składzie po czerwonej kartce dla Dominika Krausa...

M.B.:
Naprawdę ciężki mecz za nami. Zespół z Bierunia był dobrze zorganizowany, świetnie radził sobie w kontrach. No i nie układał się po naszej myśli wynik. Przegrywaliśmy 2:0, potem to wykluczenie... Szacunek dla całej drużyny, że w ogóle udało się losy spotkania odwrócić. Nie było to takie oczywiste, bo musieliśmy gonić, a nie ustawiać się nisko i bronić wyniku.

SportoweBeskidy.pl: Zwycięska inauguracja i ważne punkty w kontekście gry o mistrzostwo? Taki jest wasz cel na wiosnę?

M.B.:
Gramy o najwyższy cel i to sobie powiedzieliśmy przed startem rundy. Fajnie byłoby ligę wygrać. Po jesieni zajęliśmy wysokie 2. miejsce w tabeli, z niewielką stratą do Iskry Pszczyna. Dostrzegamy to, że walka o mistrzostwo jest w zasięgu sportowym, ale jednocześnie nie spinamy się, że za wszelką cenę musimy. Myślę, że takie podejście będzie procentować.

SportoweBeskidy.pl: Nie masz wrażenia, że mistrzem zostanie ta drużyna, która potraci mniej punktów z zespołami z dolnych rejonów tabeli, a więc tymi teoretycznie słabszymi?

M.B.:
Też tak uważam, że kluczowa będzie regularność. I myślę, że jeśli zdrowie pozwoli i będziemy w większości meczów w optymalnym zestawieniu kadrowym, to uda się unikać takich niepotrzebnych strat punktowych.

SportoweBeskidy.pl: Jesteście też solidnie wzmocnieni osobą Macieja Sadloka. Taki zawodnik w drużynie pomaga?

M.B.:
Zdecydowanie pomaga. Maciek ma charakter, odgrywa ważną rolę w szatni, a na boisku jego obecność jest nieoceniona. Przez swoje wieloletnie doświadczenie daje drużynie dodatkową wartość i dużo spokoju „w tyłach”.

SportoweBeskidy.pl: Przed wami pierwszy wiosenny wyjazd – Krupiński Suszec to outsider „okręgówki”. Na papierze więc – łatwa przeprawa?

M.B.:
Nie nazwałbym tego w ten sposób, bo żadnego rywala nie należy w tej lidze lekceważyć. Jesienią, nie licząc może meczu z JUW-e Jaroszowice, który wybitnie nam wyszedł, nie było takiego, w którym poszłoby jakoś bardzo łatwo. Zawsze trzeba zostawić na boisku „serducho”, aby zgarnąć 3 punkty. Mam nadzieję, że tak będzie w ten weekend i w dalszej części rozgrywek.