SportoweBeskidy.pl: Czas mamy świąteczny, więc i dobrze porozmawiać tam, gdzie taki klimat panuje. Bo chyba wy akurat bardzo zadowoleni po jesiennej rywalizacji ligowej?

Marek Makarewicz:
Tak, to prawda, mamy powody do satysfakcji. Wystarczy spojrzeć na miejsce w tabeli, gdzie ustępujemy tylko drużynie z Puńcowa. Natomiast też chciałbym podkreślić, że nie jest to jakiś hurraoptymizm, bo deficyty, które wymagają wyeliminowania wciąż są i o tym zapominać nie możemy.

SportoweBeskidy.pl: Czujecie sami, że mogło być jeszcze lepiej?

M.M.:
Jasne, że tak. Trochę punktów gdzieś nam „pouciekało”. Pierwsze 3 mecze mieliśmy zremisowane, co powodowało niedosyt. Później też przegraliśmy u siebie z ekipą z Wisły, a na wyjeździe w Leśnej. To były mecze, których żałujemy najbardziej. Mogliśmy więc zrobić jesienią więcej.

SportoweBeskidy.pl: Lidera jako jedyni pokonaliście, ale z całym szacunkiem – na dystansie to rywal raczej poza zasięgiem w tym sezonie?

M.M.:
Wiedziałem, że jeśli nie będziemy mieli po rundzie jesiennej 30. punktów na koncie, to szalenie ciężko będzie walczyć o końcowy triumf w lidze. Trzeba sobie zdawać z tego sprawę, że Tempo ma aktualnie 34 „oczka”, a my o 9 mniej. To sporo, zważywszy na ilość meczów, w których lider tracił w minionej rundzie jakiekolwiek punkty.

SportoweBeskidy.pl: Chcielibyście już w tym sezonie włączyć się do walki o coś więcej?

M.M.:
Podczas mojego pierwszego spotkania z zarządem i prezesem Sołtysikiem była mowa o miejscach powyżej 6., bo też w Pietrzykowicach wszyscy zdążyli się przyzwyczaić, że drużyna należy raczej do czołówki „okręgówki”. Sam też po to przyszedłem do klubu, aby spełnić te oczekiwania i widać, że idzie to w dobrym kierunku. Organizacyjnie w klubie niczego nie brakuje. Jest dobry kontakt mój z zarządem, zawodników również. No i atmosfera. Pietrzykowice słyną z tego, że wszyscy grają „do jednej bramki”. Podoba mi się otwartość, która tu jest, bo każdy może swoją opinię wyrazić i zawsze jest ona wysłuchiwana i traktowana poważnie. Nie brakuje normalnych rozmów na argumenty i stąd na pewno też ta siła drużyny się bierze. Nie chciałbym, aby ktoś odniósł wrażenie jakiejś anarchii, bo gradacja odpowiednia w klubie jest, ale tu dba się o relacje. Wiadomo też, że dobry wynik je buduje i wówczas to wszystko się zazębia, ale komunikacja, o której wspomniałem ma w moim przekonaniu znaczenie kluczowe.

SportoweBeskidy.pl: A V liga to cel realny? Wzmocnienia byłyby konieczne?

M.M.:
Bez wzmocnień byłoby ciężko. Potrzebowalibyśmy przede wszystkim bardziej jakościowej i dłuższej ławki, bo gdy ktoś z naszego podstawowego składu wypada, to jednak problemy się pojawiają. Będziemy na wiosnę pracować nad tym, aby włączać do drużyny naszych juniorów. Zależy nam, aby zaczęli funkcjonować przy seniorskim zespole i łapali doświadczenie także meczowe.

SportoweBeskidy.pl: Wyniki zejdą wiosną na dalszy plan?

M.M.:
Myślę, że zawodnicy, którzy reprezentują na dziś Bory Pietrzykowice mają takie ambicje, że nie będą chcieli odpuścić. Spodziewam się walki o zwycięstwo w każdym spotkaniu. Musimy jednak zdawać sobie sprawę, że poszerzanie kadry to konieczność. Najłatwiej zrobić to właśnie posiłkując się juniorami. Wiem, że seniorska piłka to spory przeskok, ale w swoich rozgrywkach juniorzy z Pietrzykowic naprawdę nieźle sobie radzą i jest to dobry prognostyk na przyszłość. Przyglądałem się chłopakom podczas dwóch treningów w okresie roztrenowania i jestem optymistą co do ich przydatności względem naszej „jedynki”.

SportoweBeskidy.pl: Czy będą w takim razie równocześnie jakieś odejścia bardziej doświadczonych piłkarzy?

M.M:
Nikt nie zadeklarował takiej woli, więc myślę, że nasz skład będzie bardzo podobny do tego z jesiennej rundy. Dobrze, że mamy komfort punktowy, który z jednej strony pozwala zawalczyć finalnie o to „pudło”, a z drugiej – realizować wizję budowy drużyny na przyszłość. Co do tego jest w klubie pełna zgoda. Mamy nawet w podstawowym dziś składzie kilku zawodników, którzy ukończyli już 30. rok życia i o tym nie należy zapominać.

SportoweBeskidy.pl: Jesienią chwalono Bory, że są drużyną, która chce grać w piłkę.

M.M.:
O to w tym chodzi, aby radość z piłki była widoczna. Trzeba umiejętnie balansować pomiędzy tym, co chce zrobić trener, a czego sami zawodnicy oczekują, bo mówimy o piłce w amatorskim wydaniu. Ważne jest, aby „czuć” drużynę, dużo rozmawiać, wiedzieć jak poszczególni piłkarze funkcjonują na swoich pozycjach. Do tego dochodzą kwestie prozaiczne związane z codziennością, a więc wiedza o tym, kto ma akurat trzecią zmianę, kto przyjeżdża w sobotę na mecz prosto z pracy, kto w jakiej jest w danym momencie dyspozycji fizycznej czy sytuacji rodzinnej. To rzeczy, które trzeba monitorować na bieżąco. Generalnie – temat rzeka.

SportoweBeskidy.pl: To czego życzyć trenerowi i drużynie na kalendarzowy rok 2026?

M.M.:
Żebyśmy skończyli najbliższą rundę w takim składzie osobowym, w jakim sezon zaczynaliśmy. Życzymy Michałowi Motyce powrotu do pełni sił po kontuzji, jakiej doznał w Chybiu. No i fajnie, gdybyśmy finiszowali na tym podium. Osobiście chciałbym, aby drużyna ewoluowała, a młodzież mogła dostawać szanse. Chcemy myśleć długofalowo, a nie gasić jakieś pożary.
Korzystając z takiej okazji życzę zdrowych i wesołych świąt redakcji, czytelnikom i wszystkim kibicom piłkarskim w regionie!