SportoweBeskidy.pl: Rezygnacja trenera Patryka Pindela z powodów rodzinnych na kilkanaście dni przed startem ligi z pewnością była zaskoczeniem. Jak zarząd zareagował na tę sytuację?

Marek Matuszek: To było dla nas spore zaskoczenie. O problemach trenera dowiedzieliśmy się kilka dni wcześniej. Wydawało się jeszcze, że zostanie z drużyną, ale ostatecznie uznał, że w obecnej sytuacji nie jest w stanie pogodzić spraw rodzinnych z pracą trenera. Uszanowaliśmy tę decyzję.

 

SportoweBeskidy.pl: Aplikacje i CV szkoleniowców zapewne spływają do klubu. Na razie zespół prowadzi jednak Michał Pszczółka, który posiada uprawnienia do prowadzenia drużyny w IV lidze... Czy nie można wykluczyć scenariusza, w którym on zasiądzie na ławce trenerskiej w nadchodzącym sezonie?

M.M.: Trener Pindel wykonał dobrą pracę. Wyniki sparingów były pozytywne, a zespół został odpowiednio przygotowany. Decyzji dotyczącej nowego trenera jeszcze nie podjęliśmy. Powinna zapaść pod koniec tygodnia. Scenariusz z Michałem Pszczółką, jako pierwszym trenerem Kuźni, jest również oczywiście brany pod uwagę.

 

SportoweBeskidy.pl: Wyniki meczów kontrolnych, choćby ostatnie zwycięstwo 5:0 z Tempem Puńców, pokazują, że drużyna wygląda obiecująco. Nie obawia się Pan jednak, że zamieszanie na ławce trenerskiej może wpłynąć na przygotowania?

M.M.: Trudno to dziś jednoznacznie ocenić. Od momentu odejścia trenera odbyliśmy tylko jeden trening i rozegraliśmy sparing. Na pewno wszyscy byliśmy zaskoczeni i te pierwsze zajęcia nie wyglądały tak, jak powinny. Nic jednak na to nie poradzimy. Chciałbym też podkreślić, że drzwi dla Patryka Pindela pozostają otwarte. Nie można wykluczyć, że kiedyś jeszcze do nas wróci.

 

SportoweBeskidy.pl: Za Kuźnią intensywne okienko transferowe. Czy kadra jest już zamknięta, czy ewentualny nowy trener będzie mógł jeszcze dokonać wzmocnień?

M.M.: W naszym klubie wychodzimy z założenia, że to klub odpowiada za politykę transferową, a nie trener. Tak było również za kadencji Patryka Pindela i nic się w tej kwestii nie zmieni. To nie oznacza jednak, że zamknęliśmy już kadrę. Niewykluczone, że do zespołu dołączą jeszcze nowi zawodnicy. 

 

SportoweBeskidy.pl: Nie sposób nie zapytać o transfery ze Spójni Landek. Po przyjściu Patryka Pindela do Kuźni dołączyli do Was m.in. Bartłomiej Ślosarczyk, Jakub Wojtyła, Patryk Fabian czy Wojciech Pisarek. Czy taki ruch kadrowy wpłynął na relacje między klubami?

M.M.: Takie sytuacje zdarzają się od lat. Zawodnicy przechodzili z Ustronia do Landeka i odwrotnie. Każdy piłkarz ma prawo wybrać miejsce, w którym chce grać. Nigdy nie mieliśmy z tym problemu, podobnie jak wtedy, gdy trenerzy zmieniali kluby. Dla nas to normalna kolej rzeczy. Jeśli komuś kończy się umowa, ma prawo podjąć decyzję o swojej przyszłości.

 

SportoweBeskidy.pl: O co realnie będzie walczyć Kuźnia Ustroń w nadchodzącym sezonie?

M.M.: W każdym meczu chcemy grać o trzy punkty. Skupiamy się wyłącznie na najbliższym spotkaniu. To, gdzie zaprowadzi nas taka konsekwencja na koniec sezonu, zobaczymy za kilka miesięcy.

 

SportoweBeskidy.pl: Do zespołu dołączają młodzi zawodnicy z regionu, a także kolejni wychowankowie. IV liga to dobre miejsce na ich rozwój?

M.M.: Zawsze stawialiśmy na młodych piłkarzy i nigdy nie zamykaliśmy drzwi przed wychowankami. Jeśli dobrze pamiętam, w poprzednim sezonie zadebiutowało u nas czterech naszych zawodników. Uważam, że to właściwy kierunek i chcemy go konsekwentnie kontynuować.

 

SportoweBeskidy.pl: Przed Kuźnią wymagający początek sezonu. Ile punktów po pięciu kolejkach uzna Pan za satysfakcjonujący dorobek?

M.M.: W trakcie sezonu i tak trzeba zagrać z każdym rywalem, więc nie ma większego znaczenia, czy spotkamy się z nim w pierwszej, czy siedemnastej kolejce. Do każdego meczu podchodzimy z nastawieniem na zdobycie trzech punktów. W Ustroniu zawsze towarzyszy nam optymizm, a wewnątrz klubu od lat stawiamy sobie ambitne cele.

 

SportoweBeskidy.pl: Dziękuję za rozmowę i życzymy powodzenia w nowym sezonie.

M.M.: Dziękuję bardzo.