SportoweBeskidy.pl: Jak można podsumować rundę jesienną w wykonaniu Skrzycznego Lipowa?
Mirosław Szymura:
Początek był bardzo obiecujący i warto wrócić do samego startu. Doszło do kilku ciekawych zmian. Pojawił się młody bramkarz Yaroslav Dermanovskyi, który zastąpił popularnego „Piórnika”. Do zespołu dołączyli też zawodnicy, po których sporo sobie obiecywaliśmy. Adam Frydel, który miał dobrą rundę w Iskrze Rybarzowice, Dawid Golec oraz transfer last minute, czyli Jarosław Piwkowiski, doskonale znany w naszym regionie. Okres przygotowawczy przepracowaliśmy solidnie, ale w piłce zawsze potrzeba też trochę szczęścia. Jeszcze przed startem ligi Dawidowi odnowiła się kontuzja i to już był pierwszy problem.

 

SportoweBeskidy.pl: Niemniej, inauguracja sezonu była bardzo udana dla Waszej drużyny
M.Sz
.: Tak, na inaugurację wysoko wygraliśmy i duet napastników Maciej Sowa oraz Adam Frydel dawał sporo powodów do optymizmu. Później przyszła jednak porażka z Maksymilianem, obecnym liderem. Był to wyrównany mecz, a bramkę straciliśmy w doliczonym czasie doliczonego czasu gry. Tragedii jeszcze nie było. Zupełnie inaczej wyglądało spotkanie ze Świtem Cięcina. Przegraliśmy wysoko, straciliśmy proste bramki, a do tego wypadli nam Maciej Sowa i Jarosław Piwkowiski. Od tego momentu nasze plany musiały się mocno zmienić.

 

SportoweBeskidy.pl: Jak drużyna poradziła sobie po tych problemach?
M.Sz.:
Nastąpił moment załamania, ale zespół zareagował bardzo dobrze. Zanotowaliśmy serię siedmiu meczów bez porażki, pięć remisów i dwa zwycięstwa. Brak Maćka dał nam się we znaki, ale drużyna potrafiła sobie poradzić. Grali inni zawodnicy, pomógł bramkarz, a Tomek Caputa, zawodnik zbliżający się do pięćdziesiątki, prezentował się bardzo solidnie w obronie. Zabrakło nam bramek z przodu, stąd aż tyle remisów. Mimo wszystko był to moment, w którym chciałbym szczególnie pochwalić zespół. Biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności, tę rundę trzeba ocenić pozytywnie.

 

SportoweBeskidy.pl: Mówi się, że drugi sezon bywa trudniejszy. Dla beniaminków i trenerów... 
M.Sz.
: To prawda. Pierwszy sezon jest często łatwiejszy dla trenerów, działa efekt nowej miotły, zawodnicy są bardziej zmobilizowani. W kolejnym trzeba szukać nowych bodźców. To dotyczy także trenerów. Tym bardziej cieszę się, że drużyna poradziła sobie w trudnych momentach.

 

SportoweBeskidy.pl: Jak dziś patrzy Pan na swoją trenerską drogę?
M.Sz.:
 Mam świadomość, że jestem trenerem przedemerytalnym. Lata największej świetności są już za mną, ale cały czas chce się uczyć. Pracowałem w różnych klubach, zaczynałem seniorską piłkę w Rekordzie i wiem, jak trudno znaleźć dziś tak dobrze funkcjonujące organizacje. Ogromny szacunek mam teraz do zawodników z niższych klas rozgrywkowych. Grają z pasją, często dokładają własne pieniądze, ale przede wszystkim poświęcają swój czas i życie prywatne. Sam pamiętam, jak w majowy weekend jechaliśmy na mecz, a po drodze wszyscy grillują. Tym większy szacunek dla moich zawodników i nie tylko.

 

SportoweBeskidy.pl: Piłka bardzo się zmienia, a pokolenie trenerów?
M.Sz.:
Także. Młodzi trenerzy są ambitni i kreatywni. Pamiętam mecz rezerw GLKS-u, gdy młody trener wniósł telewizor na odprawę. Najpierw się uśmiechnąłem, ale później zrozumiałem, że to ma sens. Fajnie, gdy wokół piłki coś się dzieje. Kiedyś trenerów było niewielu, te same nazwiska krążyły po klubach. Cieszę się, że z tej karuzeli całkiem nie wypadłem i wciąż mogę przeżywać emocje, zwłaszcza że w Lipowej panuje świetna atmosfera.

 

SportoweBeskidy.pl: Skrzyczne Lipowa też mocno się rozwija.
M.Sz.:
Ogromny szacunek dla wszystkich zaangażowanych w funkcjonowanie klubu. Seweryn Porębski, Antoni Golec, Jakub Białek, państwo Sarapata i wiele innych osób. Klub zrobił duży postęp i wszystko jest tworzone własnymi siłami. To widać i ma realny wpływ na to, że mecz jest świętem.

 

SportoweBeskidy.pl: A młodzież?
M.Sz.
: Bardzo dobrze radzimy sobie z grupami młodzieżowymi. Kilku juniorów przebija się do pierwszej drużyny. Przykładem jest Oliwier Śliwa. Jego tata wciąż pomaga zespołowi, a syn regularnie pojawia się na boisku. W jednym z meczów Oliwier zdobył dwie bramki, a końcówkę spotkania zagrali razem ojciec z synem. To są bardzo przyjemne momenty.

 

SportoweBeskidy.pl: Jakie są plany na zimę w Lipowej?
M.Sz
.: Spotykamy się raz w tygodniu w hali w Twardorzeczce. To luźne granie, bez nazywania tego roztrenowaniem. Około 20 stycznia zaczniemy okres przygotowawczy. Mamy halę, orlik w Wilkowicach i własne oświetlone boisko. Chciałbym rozegrać około sześciu sparingów, raczej bez dalekich wyjazdów. Liczę na utrzymanie kadry i powrót Jarka Piwkowskiego po kontuzji.

 

Nie nastawiamy się na transfery. Mamy szeroką kadrę, co jest ewenementem. Zdarzało się, że zawodnicy nie mieścili się w osiemnastce meczowej. Jeśli jednak pojawi się ktoś ciekawy, chętnie damy mu szansę.