Mistrz nie zawiódł
MRKS Czechowice-Dziedzice do meczu z LKS-em Czaniec podszedł jako mistrz jesieni w V lidze. Zespół Tomasz Fijaka potwierdził status faworyta na boisku.
Mecz od pierwszych minut miał intensywny charakter, a sytuacje bramkowe pojawiały się po obu stronach, choć to gospodarze ostatecznie wykazali się większą konsekwencją.
Początek należał do MRKS-u, który już w 5. minucie mógł objąć prowadzenie. Po sprytnym zagraniu Patryka Wójtowicza w pole karne Konrad Bukowczan oddał mocny strzał z ostrego kąta, jednak Konrad Adamecki popisał się znakomitą interwencją i sparował piłkę na rzut rożny. Chwilę później przewagę przejął LKS, zaczynając lepiej operować piłką. W 10. minucie po idealnej wrzutce Filipa Żuchniewicza do uderzenia z pierwszej piłki doszedł Patryk Świnianski, ale jego próba z około dziesięciu metrów przeleciała nad poprzeczką. Goście chwilę później mieli pretensje do arbitra o rzekomy faul na Świnianskim - w 13. minucie domagali się rzutu karnego, jednak sędzia pozostał niewzruszony, co wzbudziło sporo kontrowersji. Z kolei MRKS odpowiedział w 14. minucie groźną sytuacją po rzucie wolnym wykonywanym przez Filipa Gajdę, gdy Marcin Byrtek znalazł się w dobrej sytuacji, lecz uderzył niecelnie.
W 29. minucie piłka co prawda wpadła do siatki gospodarzy po stałym fragmencie gry, ale radość gości trwała tylko chwilę = arbiter dostrzegł pozycję spaloną. Chwilę później padł jedyny gol tego spotkania, a jego okoliczności były niezwykle pechowe dla drużyny z Czańca. W 34. minucie Gajda przeprowadził dynamiczny rajd środkiem, zagrał piłkę na prawe skrzydło do Jakuba Krasnego, a ten posłał płaską centrę w pole karne. Futbolówka odbiła się od nogi Prusa-Osowskiego i przelobowała kompletnie zaskoczonego Adameckiego. Tuż przed przerwą gospodarze mogli podwyższyć wynik. W 44. minucie po precyzyjnej wrzutce Szymon Byrtka bliski szczęścia był Wójtowicz, ale bramkarz gości popisał się znakomitą paradą, przenosząc jego główkę nad poprzeczkę.
Po zmianie stron gra toczyła się głównie pod dyktando LKS-u, który starał się mocniej naciskać i szukał wyrównania. MRKS jednak bardzo mądrze bronił się w niskim bloku, nie dopuszczając przez długi czas do żadnej poważnej sytuacji bramkowej gości. Dopiero w końcówce emocje sięgnęły zenitu. Najpierw w 83. minucie po świetnie bitym rzucie wolnym Gajdy i groźnym strzale Sz. Byrtka piłkę sprzed linii bramkowej wybił Kos, ratując Czaniec przed stratą drugiego gola. W ostatnich minutach to jednak przyjezdni byli o krok od wyrównania; po dośrodkowaniu z bocznego sektora groźnie główkował Oskar Kojder, a futbolówka minimalnie minęła słupek bramki MRKS-u.