Gospodarze nie zamierzali notować kolejnego potknięcia na finiszu futbolowej jesieni, bardzo szybko przejmując inicjatywę podczas sobotniego starcia. Dość wspomnieć, że w początkowym kwadransie piłkarze Smreka mieli kolosalne problemy, by wydostać się z własnej połowy. – Nie pozwalaliśmy rywalowi na zbyt wiele, mieliśmy mecz pod kontrolą. Ale jednak zawodziła nas skuteczność, bo tych szans tworzyliśmy sobie sporo – zauważa Kamil Sornat, szkoleniowiec lidera „okręgówki”.

Podopieczni Sławomira Bączka zdołali jednak przetrwać najgorsze. Sami mieli też dobrą okazję, ale uderzenie Clintona obronił Wojciech Maciejowski. Z kolei przy wrzutce Pethersona w piłkę nie trafił odpowiednio głową Maciej Zachura. – Byliśmy w dużej mierze cofnięci. Wiedzieliśmy, że gra na większym boisku w Puńcowie będzie dla nas trudniejsza, aniżeli te mecze, które rozgrywamy jako gospodarz – oznajmia trener reprezentanta Żywiecczyzny.

Na gola kibicom przyszło zaczekać do 63. minuty. Dośrodkowanie Michała Volkmera próbował przeciąć Piotr Górny, lecz piłka dotarła ostatecznie do Rafała Adamka, który po wygraniu pojedynku z Szymonem Stawowczykiem nie dał szans Rafałowi Pępkowi. Przyjezdni niewiele mogli wskórać w ofensywie. Próby P. Górnego czy Clintona nie miały dostatecznej precyzji i mocy. Tempo mogło, a nawet powinno przypieczętować zwycięstwo, ale wyborne sytuacje przy strzałach głową marnowali Adamek oraz Arkadiusz Szlajss. Nieskuteczność nie zemściła się na puńcowianach, którzy po „maksa” sięgnęli zasłużenie.