Na brak skuteczności narzekać nie mogli
W pewnym stylu Beskid Skoczów pokonał ekipę ze Strumienia i awansował do dalszej fazy zmagania w Pucharze Polski.
- Potraktowaliśmy to spotkanie jako jednostkę treningową. Dzień wcześniej mieliśmy ciężki trening, a później mecz. Ci zawodnicy, którzy grali więcej, dostali po połowie, więc też tak do tego podszedłem. W pierwszej części dobrze wykorzystywaliśmy sytuacje i nie mam powodów, by narzekać na skuteczność. Różnica była widoczna, ale Wisła się nie położyła - chciała grać w piłkę i za to należy się jej plus - ocenia Bartłomiej Konieczny, trener Beskidu.
Spotkanie Wisły z ekipą ze Skoczowa nie miało większej historii. Beskid nadawał ton boiskowej rywalizacji i wykorzystywał swoje okazje, co w poprzednich meczach nie było regułą. W 10. minucie wynik spotkania otworzył Marcin Czapliński uderzając w tzw. krótki róg. Niespełna kwadrans później Beskid prowadził już 2:0, gdy Michał Pietraczyk przytomnie odnalazł w podbramkowym chaosie. Do przerwy skoczowianie jeszcze dwukrotnie "ukąsili" swego rywala. W 33. minucie trafienie fetował Oliwier Ziebura, natomiast później efektownym strzałem zza "16" wykazał się Cezary Ferfecki.
Druga część rozpoczęła się niespodziewanie. Bramkę honorową, jak się okazało, zdobyła drużyna ze Strumienia, a konkretnie Jakub Puzoń, który spuentował składną kontrę i dogranie od Artura Miłego. Później już tylko strzelali skoczowianie. Piotr Dyczek zrobił pożytek z dośrodkowania z rzutu wolnego, Antoni Krzak mocno i precyzyjnie uderzył, zaskakując bramkarza Wisły. Wynik meczu na 7:1 ustalił natomiast Jakub Krucek po asyście Adama Waliczka.
Dla Wisły Strumień gorszą rzeczą od wyniku była jednak kontuzja Bartłomieja Sicińskiego, który podczas meczu doznał poważnie wyglądającego urazu oka. Życzymy szybkiego powrotu do zdrowia i na lokalne boiska!