Na łupy trzeba poczekać
Stołeczne Legionistki zawitały na Startową na konfrontację 2. kolejki Orlen Ekstraligi - jak się okazało po dość liczne bramkowe łupy i będący ich naturalnym następstwem komplet punktów.
– Mamy ciągle nad czym pracować – mówił po przegranej inauguracji sezonu w Katowicach szkoleniowiec „rekordzistek” Mateusz Żebrowski. Słowa te można niejako powielić po pierwszej w bieżącej kampanii „domówce”, która okazała się dla gospodyń dalece nieudana.
Zaczęło się o tyle ciekawie, że szybko po rozpoczęciu meczu piłka wylądowała w obu „świątyniach”. W 9. minucie z dośrodkowania Kornelii Grosickiej pożytek uczyniła Natalia Nestorowicz, dając Legionistkom zaliczkę, którą... nacieszyły się raptem 180. sekund. Dominika Dereń wykonała rzut rożny, a jego konsekwencją był pechowy „swojak” Darii Sokołowskiej. Niestety, był to w przypadku zawodniczek Rekordu jedynie „łabędzi śpiew” w kontekście dalszego przebiegu konfrontacji. Już bowiem w 19. minucie ponownie prowadziły stołeczne, bo skuteczną dobitką po interwencji Hanny Buchty popisała się Alicja Materek. Podobne zdarzenie miało miejsce w 35. minucie, a sparowane uderzenie bramkarki Rekordu doczekało się poprawki Dominiki Grabowskiej przy biernej postawie bielskiego bloku defensywnego.
Znacznie mniejsze szkody piłkarki z Warszawy wyrządziły gospodyniom po pauzie. Cóż jednak z tego, skoro zapas bramkowy ekstraligowy beniaminek miał solidny, a i nie ziścił się w żadnej mierze ofiarny pościg biało-zielonych. Zrywy były pojedyncze i mało konkretne. Szarpać z przodu próbowały m.in. Katarzyna Jaszek i Nikola Dębińska, ale gol kontaktowy nie padł. Trudno wyrokować czy cokolwiek zmieniłby, w każdym razie w 90. minucie Amelia Przybylska znalazła sposób na Buchtę i ustaliła rezultat na 4:1.
Z personalnych wątków tyczących się bielskiego zespołu wspomnieć wypada o debiucie Aleksandry Posiewki i powrocie na murawę po kontuzji Abigail Sowy poprzez 10-minutowy epizod. To niewątpliwe pozytywy w perspektywie nadchodzącej wyprawy do Łęcznej.