Na początek i na koniec
Podhalanka nadal na zwycięskim kursie. Dobra dyspozycja zawodników z Milówki została podtrzymana w starciu z Wisłą Strumień.
- Nie byliśmy drużyną słabszą w tym meczu, jednak wynik jest - jaki jest. Szybko straciliśmy bramkę i to boli, bo chcieliśmy dobrze wejść w mecz, a tak się nie stało. Zmierzyliśmy się jednak z solidnym rywalem, który ma niezłe indywidualności - ocenia Mateusz Szatkowski, trener Wisły.
Idealnie rozpoczęli mecz gracze z Milówki. Już w 4. minucie Podhalanka objęła prowadzenie, gdy Dominik Słowik dopadł do odbitej piłki i wpakował ją do siatki. Ekipa ze Strumienia próbowała odmienić losy spotkania, jednak brakowało im postawienia tzw. kropki nad i. Szanse na doprowadzenie do wyrównania mieli m.in. Bartosz Wojtków, Klaudiusz Skalski czy Jakub Puzoń. Defensywa z Milówki spisywała się wzorowo.
Po zmianie stron również nie udało się Wiśle złamać linii obrony drużyny z Milówki. Podhalanka natomiast zdołała przypieczętować zwycięstwo w samej końcówce. Mikołaj Stasica wykorzystał - "na raty" sytuację sam na sam z bramkarzem Wisły po długim zagraniu Andrzeja Nowakowskiego.