Z racji samych porażek „rekordzistki” nie były faworytkami spotkania z akademiczkami z Krakowa, które ostrzyły sobie apetyty na zwycięstwo numer 3. w tym sezonie. Przy Startowej liczono jednak, że zła seria kiedyś musi znaleźć swój koniec. Ta „optyka” meczu zapowiadała emocje, które i owszem były, aczkolwiek należało wpierw uzbroić się w cierpliwość, by ich doczekać.

Gospodynie wyraźnie skupiły się na tym, by uważnie postępować „w tyłach”. To w pewnym sensie tłumaczy niewielką siłę rażenia po stronie Rekordu w ofensywie, momentami tylko operującego w pobliżu bramki KS UJ. Więcej animuszu wykazywały przyjezdne, a się we znaki bielskiej defensywie dawała doskonale w Cygańskim Lesie znana Maja Szafran, która usiłowała znaleźć właściwą drogę do „świątyni” Kingi Ptaszek.

Do 70. minuty wynik ani drgnął, a trener Mateusz Żebrowski posłał wówczas do boju tercet z ławki rezerwowych. Nie od razu manewr ten zdał egzamin. W 80. minucie sytuacja Bielszczanek stała się trudna. Żadna z obrończyń Rekordu nie zapobiegła koronkowemu rozegraniu akcji, a nade wszystko uderzeniu bramkostrzelnej Karoliny Gec. Efekt? Futbolówka zatrzepotała „w sieci”. Był to moment o tyle ważny, że gospodynie nie zwiesiły głów i zapracowały na to, by wreszcie w obecnych rozgrywkach zapunktować. W roli głównej wystąpiły wcześniej wprowadzone zawodniczki. Indywidualną szarżę wykonała Nikola Madejczyk, a zza „16” lewą nogą doskonale przymierzyła Nikola Dębińska. I przyznać trzeba, że na gola z 87. minuty gry biało-zielone zasłużyły, gdy wspomnimy o okazjach jeszcze przy stanie 0:0 zaprzepaszczonych przez Natalię Skrok i Aleksandrę Posiewkę.