Na kolejny nieudany na wiosnę występ złożyło się kilka aspektów. Po kwadransie zespół z Tworkowa już prowadził, bo goście wykorzystali rzut karny podyktowany po faulu Macieja Marka w podbramkowym zamieszaniu. Jeszcze raz przed przerwą defensywa GLKS Nacomi dała się zaskoczyć, a nie dość, że wynik się „rozjechał”, to w 40. minucie akcję ratunkową „cegłą” przypłacił Kamil Gazurek. Sytuacja Wilkowiczan stała się wówczas wybitnie skomplikowana, tym bardziej z racji rzadkiego zagrażania rywalowi. Z pierwszej połowy i ofensywnych dokonań gospodarzy odnotować należy sytuację Dominika Kępysa i wybicie piłki z linii bramkowej przez zawodników LKS-u czy niecelną główką Mateusza Kubicy.

– Nie mieliśmy zbyt wielkich nadziei wychodząc na drugą część, aczkolwiek w składzie 10-osobowym wyglądaliśmy chyba lepiej pod kątem zaangażowania i utrzymywania się przy piłce – zaznacza Krzysztof Bąk, szkoleniowiec GLKS Nacomi.

Miejscowym udało się w 70. minucie zaliczyć trafienie honorowe po indywidualnym rajdzie Dawida Kruczka. Ekipa z Tworkowa miała jednak wtedy 3 gole w dorobku. I na tym nie poprzestała, bo w końcówce dobiła wilkowicką drużynę. Gdyby uderzenia Dawida Fendera, Macieja Marca czy Kubicy były dokładniejsze, to rezultat wyglądałby nieco korzystniej, choć na punktowe zdobycze w sobotni wieczór nie było realnych widoków.