Największa niespodzianka?
Przynajmniej przez pryzmat ligowych szczebli rozstrzygnięcie pucharowej konfrontacji Górala Żywiec ze Skałką Żabnica można określić mianem niespodziewanego. Co więcej, na boisku różnica uwidoczniła się znacząco.
– Spodziewałem się ciężkiego meczu i nie ukrywam, że taki też on był – mówi Kamil Kozieł, szkoleniowiec Górala, który spotkanie rozpoczął niepomyślnie. O sobie dało znać doświadczenie Damiana Tomiczka, który uderzeniem w same „widły” zapewnił reprezentantowi „okręgówki” nikłą zaliczkę. Gospodarze jednak nie zamierzali z takim obrotem spraw się godzić, jeszcze przed przerwą wrzucając wyższy bieg.
Patryk Głazowski był tym zawodnikiem, który miał największy udział w odwróceniu losów rywalizacji. Po efektownych bramkach pomocnika z rzutów wolnych, to żywczanie na półmetku starcia nastroje mieli lepsze. – Mimo straty gola podnieśliśmy się. Przejęliśmy kontrolę nad meczem i w mojej ocenie wygraliśmy zasłużenie. Jestem mega zadowolony z postawy zespołu. Zagraliśmy naprawdę dobrze, w czym dopomógł fantastyczny doping, godny docenienia zwłaszcza na panujące trudne warunki pogodowe. Widać było w naszych szeregach chęć odniesienia zwycięstwa – dodaje grający trener gospodarzy.
Finalnie Góral zaaplikował ekipie z Żabnicy aż 5 goli. Hat-tricka po rzucie karnym skompletował Głazowski, a bilans żywczan powiększyli Maciej Konewecki i widowiskowym wolejem z kilku metrów Arkadiusz Piątek. Przyjezdni nieszczególnie w tym fragmencie potyczki znajdywali właściwe rozwiązania w ofensywie, toteż efektowny skalp a-klasowicza szokującym nie jest.