Nic dwa razy się nie zdarza...
Świetny początek meczu nie wystarczył, by wzorem ubiegłego sezonu i wyjazdowego skalpu w Katowicach piłkarki Rekordu Bielsko-Biała wystartowały i teraz w ekstraligowe rozgrywki z przytupem.
Otwarcie rywalizacji w Katowicach było z perspektywy biało-zielonych na wskroś optymistyczne. Nie dość, że nie oddały inicjatywy gospodyniom, to jeszcze same atakowały, a ich wysiłki zostały nagrodzone. W 8. minucie po zagraniu ręką Katarzyny Nowak w obrębie „16” zespołowi z Cygańskiego Lasu przyznany został rzut karny, który perfekcyjnie wykonała Daria Długokęcka. Nie sposób wyrokować, jak potoczyłyby się losy potyczki, gdyby kilkanaście chwil później Katarzyna Jaszek uderzyła dokładniej lobem w sytuacji sam na sam z bramkarką GKS-u, a próba Nikoli Dębińskiej z dystansu nie minęła słupka o centymetry. W każdym razie „rekordzistki” swojej przewagi nie powiększyły, a do szatni udały się już z dozą niepokoju. Coraz częściej budujące ofensywne akcje podopieczne Karoliny Koch uczyniły pożytek z kombinacyjnie rozegranego rzutu wolnego, a dogranie Kateriny Vojtkovej na gola zamieniła w 44. minucie Amelia Bińkowska.
Stracone prowadzenie najwyraźniej zachwiało pewność zawodniczek Rekordu. W 51. minucie nie przypilnowały w okolicach pola karnego Klaudii Maciążki, której mierzonego uderzenia przy słupku nie zdołała zastopować Hanna Buchta. Katowiczanki podążyły już wówczas w niemal niezachwiany sposób do wygranej, a tą przypieczętowała w 78. minucie Nicola Brzęczek, obsłużona w kontrze podaniem przez Annę Konkol. Z punktu widzenia przyjezdnych żal wypadu, po którym jeszcze przy stanie 2:1 w dobrej sytuacji znalazła się Długokęcka. Snajperski nos tym razem piłkarkę Rekordu zawiódł.
Czego zabrakło do sprawienia niespodzianki, na którą przez połowę spotkanie się w istocie zanosiło? – Myślę, że najbardziej skuteczności w pierwszej części. W jej końcówce zmęczenie chyba dało znać o sobie i straciliśmy gola, który nie był bez znaczenia dla dalszego przebiegu gry. Z funkcjonowania drużyny na boisku można być jednak zadowolonym, a czas będzie działał na naszą korzyść – mówi nam Mateusz Żebrowski, szkoleniowiec Bielszczanek.