To już kolejny z zimowych szlifów, który dla zespołu z Pietrzykowic rozpoczyna się w miarę poprawnie, a kończy w kiepskich humorach. W konfrontacji z a-klasowym Beskidem Gilowice podopieczni Marka Makarewicza przeprowadzili skuteczną akcję w pierwszej części sparingu. Dawid Zoń przytomnie przeniósł ciężar gry, w dalszej kolejności Adrian Dobija zagrał w kierunku Kacpra Barona, który po wygraniu pojedynku biegowego z przeciwnikiem strzelił gola. Jak się okazało później – jedynego podczas całego test-meczu dla Borów, które w drugiej połowie – co może budzić zaskoczenie – wyraźnie ustępowały Beskidowi.

Reprezentant żywieckiej A-klasy wyrównał po rzucie wolnym autorstwa Bartosza Sali, przy którym lepiej mógł zachować się między słupkami Sławomir Raczek. Wspomniany doświadczony napastnik rozstrzelał się wówczas na dobre. Spotkanie zakończył z hat-trickiem, nie będąc zarazem osamotnionym w zaskakiwaniu formacji defensywnej Borów. Jako, że dublet dołożył pozyskany zimą przez Beskid Marcin Osmałek, to sensacyjnie wręcz Gilowiczanie triumfowali 5:1, nie napotykając na jakąkolwiek odpowiedź wyżej notowanego konkurenta. Nawet, jeśli ekipa z Pietrzykowic swoje szanse miała, by wspomnieć te Rafała Duraja, to futbolówka do siatki za nic wpaść nie chciała. Gdy na murawie brakowało już po zmianach Zonia oraz Barona, Bory w niczym nie przypominały mającego swoje aspiracje przedstawiciela ligi okręgowej.

– Błędy indywidualne pozostają naszą bolączką, ale nie jest to jedyny kłopot. Znowu też mentalnie nie było reakcji właściwej na to, co działo się na boisku. Źle to wyglądało – nie ma co ukrywać. Musimy brać większą odpowiedzialność za swoją grę i musimy się jak najszybciej zebrać – oznajmia szkoleniowiec Borów.