Nie taki lider straszny
Zaległość z 13. kolejki Ekstraligi odrobiły piłkarki bielskiego Rekordu. Zadanie w wyjazdowym meczu miały arcytrudne.
Krocząca wyłącznie zwycięskim rytmem na własnym boisku i przewodząca całej ligowej stawce drużyna Czarnych Sosnowiec, nie okazała się poza zasięgiem biało-zielonych, które z faworytkami podjęły walkę. – Mimo że w początkowej fazie meczu optyczna przewaga była po stronie gospodyń, to uważam, że bardzo dobre sytuacje, które stworzyliśmy, w takim spotkaniu muszą zakończyć się golem. Dalej niestety sprawdziło się stare porzekadło o niewykorzystanych sytuacjach – przyznaje w pomeczowym komentarzu na łamach klubowej strony Mateusz Żebrowski, trener piłkarek Rekordu.
Powyżej przywołany cytat odnosi się do samej końcówki przed nadejściem pauzy. W 42. minucie Zuzanna Czuż dojrzała z prawego skrzydła wbiegającą w pobliże bramki Katarzynę Jaszek, ta odegrała piłkę na 6. metr do Julii Sikory, ale finalizacja była najsłabszym elementem tej ofensywnej szarży Rekordu. 120. sekund później Nicole Jendrzejczyk nie zdołała zatrzymać Zofii Buszewskiej, z której asysty pożytek uczyniła Klaudia Miłek. Mierzone uderzenie pod poprzeczkę miało kolosalne znaczenie, bowiem... więcej bramek w owej konfrontacji nie padło.
Bielszczanki poniosły 2. z rzędu na wiosnę porażkę w najmniejszym możliwym stosunku. – Zagraliśmy lepsze zawody, niż na inaugurację u siebie z Pogonią. Osobiście przesyłam wielkie gratulacje dla Martyny Gąsiorek oraz Nikoli Madejczyk, które wracają po ciężkich kontuzjach i bardzo pomogły drużynie w tym wymagającym spotkaniu – dodaje bielski szkoleniowiec.