Co dało się zauważyć podczas wyjazdowej konfrontacji GLKS Nacomi, to zaangażowanie w szczelne bronienie dostępu do własnej bramki. Goście nie dopuszczali do tego, aby piłkarze z Tworkowa stwarzali realne zagrożenie, stąd okazje LKS-u do policzenia bez większego trudu na palcach jednej ręki. Nie oznacza to zarazem, że gospodarze przez spotkanie przeszli obojętnie i nie osiągnęli swojego celu. W 75. minucie doszło do starcia Macieja Marca Jakubem Legierskim w obrębie pola karnego, które sędzia zakwalifikował jako przewinienie. Za moment strzałem „z wapna” poszkodowanego konkurent wilkowiczan wypracował sobie skromną zaliczkę, która... wystarczyła do odniesienia skromnego zwycięstwa.

Był jednak i inny aspekt istotny, który spowodował, że ekipa z Wilkowic nie mogła zaliczyć delegacji do udanych. – Przy naprawdę dobrze wyglądającej grze obronnej, polegliśmy nieskutecznością pod bramką przeciwnika. Mieliśmy dużo takich sytuacji, w których zapowiadało się na gola. Konkretów natomiast brakowało – podkreśla szkoleniowiec wilkowiczan Krzysztof Bąk.

Po bezbarwnej pierwszej połowie, w której na murawie dominowała obustronna walka, druga przyniosła kilka niezłych szans dla GLKS Nacomi. Zdecydowanie najkorzystniejsza to ta, gdy po zagraniu Marca przed pustą bramką znalazł się Dominik Kępys. Kąt do potencjalnego strzału napastnik miał jednak niewygodny, zdecydował się więc na szukanie lepszej pozycji. Obrońcy LKS-u ofiarnie zablokowali jego uderzenie, podobnie zresztą, jak dobitki Dawida Fendera i Marca. Żal także prób Rafała Hałata, w tym przewrotką w poprzeczkę, czy Filipa Gawrysia oraz Macieja Wiewióry, którzy również bezowocnie „polowali” na bramkowy łup.