Niepokonanych już nie ma
Dobiegła końca wyborna seria Borów Pietrzykowice. Obecny wicelider uległ u siebie zespołowi z Wisły.
– Kiedyś to musiało nadejść – mówi trener Borów Marek Makarewicz. – Ale nie musieliśmy zejść z boiska pokonani. Borykaliśmy się ze sporymi problemami kadrowymi, a mimo to długimi fragmentami kontrolowaliśmy grę. Im dalej w las, tym trudniej przychodziło nam budowanie akcji, gdy jeszcze zespół z Wisły mocno się wycofał – dodaje.
Sam wstęp spotkania to ofensywne próby gospodarzy, którzy raz nawet trafili do siatki. Adrian Dobija i koledzy cieszyli się jednak przedwcześnie, bo sędzia orzekł spalonego. Konkrety były natomiast po stronie wiślan. W 23. minucie ku zaskoczeniu wszystkich lob Dawida Mazurka z okolic 40. metrów poszybował ponad Wiesławem Arastem do „świątyni” Borów. Na tym zawodnicy WSS nie poprzestali. W 36. minucie dokładną wrzutkę wykonał Patryk Tyrna, a akcję we właściwym miejscu i momencie czasowym zamknął Rafał Cywka. Było 0:2 z perspektywy drużyny dotąd niezwyciężonej i rozstrzygnięcie zaskakujące wisiało w powietrzu.
Do żadnego zwrotu nie doszło po pauzie, choć ekipa z Pietrzykowic pokazywała swoje inklinacje do budowania akcji ofensywnych. Dość wspomnieć, że naliczono aż 13 strzałów wicelidera, po których piłkę chwytać musiał Kacper Fiedor. Znać o sobie dawał jednak m.in. brak kontuzjowanego Michała Motyki. Przyjezdni bronili się rozsądnie, od czasu do czasu próbując dobić przeciwnika. – Oczywiste było skupienie na rozbijaniu ataków rywala zmobilizowanego do odrabiania strat. Dobrze się z tego zadania wywiązaliśmy – klaruje Marcin Michalik, szkoleniowiec WSS.