Od mocnego uderzenia mecz rozpocząć mogli goście z Wilkowic. Po kilkudziesięciu sekundach od gwizdka arbitra sam przed bramkarzem LKS-u stanął Maciej Marzec, ale mimo bliskiej odległości nie zdołał piłki ulokować między słupkami. Nie były to jedyne przejawy ofensywnej aktywności podopiecznych Krzysztofa Bąka. W idealnej sytuacji na 10. metrze spudłował po sprytnym minięciu obrońców Mateusz Fiedor, z kolei próba Dominika Kępysa została przez defensorów gospodarzy wyekspediowana z linii bramkowej. Raz jeszcze w tym sezonie zmarnowane okazje na ekipie z Wilkowic się zemściły, do tego ponownie nie udało się zachować odpowiednio przy stałym fragmencie rywala. Patryk Świniański dośrodkował przed „świątynię”, gdzie Filip Żuchniewicz uwolnił się spod opieki Dawida Kruczka i w 38. minucie zmienił wynik na korzystny dla czanieckiego zespołu.

Wspomniane zdarzenie nie było ostatnim ważnym wspomnienia w tej części spotkania, wszak istny rollercoaster drużyny zafundowały sobie w samej końcówce. W 43. minucie po „centrze” Rafała Hałata efektownym wolejem wyrównał Kępys, co bynajmniej nie doprowadziło do przerwy przy zgodnym stanie „fantów”. W doliczonym czasie gospodarze egzekwowali serię stałych fragmentów i choć arbiter już miał zagwizdać po raz ostatni, w jednej z sytuacji dopatrzył się niedostosowania wilkowiczan do przepisów. Z zaordynowanej „11” celnie uderzył Olek Apanchuk.

– Moim zdaniem ta bramka do szatni, zdecydowanie kontrowersyjna, przesądziła o tym, jak mecz wyglądał po zmianie stron. Nie mogliśmy grać z kontry, a próbowaliśmy zamiast tego z impetem wyrównać w miarę szybko. Przez to nadziewaliśmy się na kontry przeciwnika, który nas najzwyczajniej punktował – zaznacza trener GLKS Nacomi.

Trafienie wyrównujące może i „wisiało w powietrzu”, ale celowników odpowiednio nastawionych nie mieli: Hałat, Fiedor i Kępys, za którymi nadążali też w podbramkowych sytuacjach defensorzy LKS-u. W 70. minucie kolejne dośrodkowanie Świniańskiego dotarło do O. Apanchuka, który dał swojej drużynie gola numer 3. Spotkanie zwieńczył zaś w 92. minucie gol Filipa Handego, co podsumowało mimo wszystko dość pechowy wyjazd zawodników z Wilkowic.