Niespodziewany skalp
Z racji choćby sytuacji w tabeli to Beskid Skoczów był faworytem konfrontacji ze Stalą-Śrubiarnia Żywiec.
– Po tych porażkach, które w pewnym momencie rundy wiosennej ponosiliśmy, zwycięstwo w Skoczowie i wcześniejsze nad „dwójką” z Goczałkowic są bardzo dobre dla nas na poprawę mentalu, który trzeba budować niezależnie od tego, w jakiej się jest sytuacji – uważa grający trener Żywczan Przemysław Pitry.
W wyrównanej pierwszej połowie obie drużyny wymieniły ciosy w odstępie kilkudziesięciu sekund, gdy gwizdek oznajmiający przerwę był bliski. W 42. minucie prostopadłą piłkę od Pitrego otrzymał Konrad Michalec, by wygrać pojedynek z Konradem Kruckiem. Przyjezdni należytej koncentracji nie zachowali, co w 43. minucie skrzętnie wykorzystał Karol Morcinek. Skoczowianie posiadali inicjatywę po pauzie, ale zostawiali równocześnie coraz więcej przestrzeni swojemu przeciwnikowi. W 75. minucie padł gol rozstrzygający. Maciej Pułka rozegrał piłkę z Jakubem Michalcem, który wygrał fizyczny pojedynek z zawodnikiem Beskidu, uderzając z okolic 15. metra nie do obrony wewnętrzną częścią stopy i zapewniając ekipie z Żywca komplet w delegacji.
Gospodarze nie potwierdzili wysokiej formy z ostatnich tygodni. Jeszcze w środę fetowali wszak efektowną wygraną 4:0 w Drogomyślu. Nastroje mieliby zapewne odmienne, gdyby nieco przed trafieniem na 2:1 dla Stali-Śrubiarnia sami wykorzystali „setkę”. W polu karnym przewrócony został Kamil Kotrys, a kontynuujący grę Paweł Baranowski z 4. metra wcelował wprost w Jakuba Mojżesza.
– Spodziewaliśmy się, że łatwy to mecz nie będzie, ale sami byliśmy dla siebie problemem. Jak widać potrafimy wygrywać z najlepszymi w lidze, a przegrywać z drużynami, które pokonywać powinniśmy. Nie da się tego zrobić grając jeden ze słabszych meczów w sezonie. Każdy się starał i temu zaprzeczyć nie można, ale zamiast się cieszyć, to jesteśmy źli z wypuszczonych punktów – oznajmia Bartłomiej Konieczny, szkoleniowiec Beskidu.