– Osobiście uważam, że liga jest mocniejsza, niż ta zeszłoroczna. Jest w niej wyraźnie najlepsza drużyna, ale za nią stawkę mamy bardzo wyrównaną. A już totalnie nieprzewidywalny jest dół tabeli, gdzie praktycznie co kolejkę lądował ktoś inny – mówi Marcin Michalik, szkoleniowiec zespołu z Wisły, któremu akurat bliżej do „szpicy” aniżeli drużyn zmuszonych do zamartwiania się podczas zimowej przerwy o swój los.

– Dokonując pewnych porównań, bo po każdej rundzie lubię to robić, dostrzegam szczególnie to, że liga jest ekstremalnie ciasna. Zespoły, których przed startem sezonu nie widziałbym na ostatnich miejscach, tam właśnie są. Pokazuje to nie do końca ich słabość. Widać, jakie znaczenie odgrywa aspekt psychologiczny, bo 2-3 mecze – zwłaszcza na te we wstępnej fazie ligi – mogą całkowicie zmienić sytuacje i morale na kolejne spotkania – uważa Sebastian Gruszfeld, trener ekipy GKS-u Radziechowy-Wieprz.

– Nie wiem, czy my akurat taki zły dzień trafiliśmy, ale zaskakuje mnie chyba najbardziej pozycja w tabeli Victorii Hażlach. Widocznie „dołek” miała przed naszym bezpośrednim meczem i po nim. Personalnie ten zespół aż tak bardzo się nie zmienił, a zanotował totalny „zjazd”. Na przeciwnym biegunie Cukrownik Chybie, którego jako beniaminka trzeba chwalić. No i Tempo Puńców, ale wszyscy wiemy, że to tak naprawdę drużyna z wyższej ligi – analizuje z kolei Przemysław Jurasz, grający trener Sokoła Słotwina.

– Punktujących naprawdę solidnie beniaminków i dołujące Wisłę Strumień oraz Victorię Hażlach na pewno z tej minionej rundy zapamiętam. Szczególnie to, że wicemistrz z poprzednich rozgrywek „zakopał się” w dole tabeli jest zastanawiające, bo obserwujemy diametralnie inne oblicze tej drużyny. Obu jednak wspomnianych nie widzę jako potencjalnych spadkowiczów, więc i my musimy do końca zachować czujność – przekonuje Łukasz Hanzel, zawodnik i szkoleniowiec LKS-u Pogórze.