Od dobrej gry do nerwowych reakcji
Reprezentujący szczebel słowackiej III ligi MSK Namestovo sprawdził dyspozycję „dwójki” bielskiego Podbeskidzia.
Póki trener Tomasz Górkiewicz trzymał na placu gry skład w miarę optymalny – choć bez nominalnych środków obrońców – to jego drużyna dotrzymywała tempa Słowakom. By gołosłownym nie być, wspomnieć należy o okazjach bramkowych, jakie bielszczanie z początku sobie wypracowali. W 2. minucie uderzenie Kacpra Piątka obronił golkiper przeciwnika. Za moment w bliskości „świątyni” przedzierał się Klaudiusz Jurek, ale defensywa MSK w porę interweniowała. Strzałów próbowali także w premierowych 45. minutach Łukasz Iciek – z paradą bramkarza, czy Grzegorz Janusz – celujący nad poprzeczką. Wyjątek stanowił inny ze strzałów Janusza, który wcześniej zastosował udany pressing, by wynik sparingu wyrównać po wcześniejszym „fancie” gospodarzy.
Przebieg rywalizacji po zamianie stron nie był już takim, jakiego zawodnicy rezerw Podbeskidzia życzyliby sobie. Słowacki konkurent częściej operował piłką, a gra prostymi środkami, a więc długimi podaniami za „tyły” bielskiej drużyny, okazała się skuteczna. Tego konsekwencją zdobycie przez miejscowych 3 goli na wagę wygranej 4:1, równoznacznej z cennym doświadczeniem dla młodzieży.
– Za dużo było w drugiej połowie negatywnych dla nas wydarzeń. Pojawiały się nerwowe reakcje w związku z sędziowskimi decyzjami, gdy nasze akcje przerywane faulami w normalnych okolicznościach meczowych byłyby karane czerwonymi kartkami. Gra stała się przez to szarpana – zaznacza szkoleniowiec „Górali”.