Od dominacji do horroru
Jeden z najciekawiej zapowiadających się meczów 12. kolejki Ligi Okręgowej Skoczowsko-Żywieckiej rozegrany został w Wiśle.
– Kibice mogli być zadowoleni, bo emocji było pod dostatkiem – rozpoczyna Marcin Michalik, szkoleniowiec ekipy z Wisły, która długo nie potrafiła poradzić sobie z faworyzowanym Smrekiem. Goście na murawie dzielili i rządzili, przynajmniej w aspekcie „suchego” wyniku.
Coraz większy strach defensyw uczestników zmagań „okręgówki” budzi Clinton, który o swoich snajperskich umiejętnościach dziś zaświadczył w najlepszy możliwy sposób. W 31. i 45. minucie przyjezdni cieszyli się właśnie po trafieniach rosłego napastnika, korzystającego umiejętnie z podań Bruno Salazara oraz Piotra Górnego. Wszystko zatem na półmetku przebiegało zgodnie z optymalnym planem zespołu ze Ślemienia. – Piłka jest nieobliczalna. Spoczęliśmy w drugiej połowie na laurach. Nie panowaliśmy nad środkiem pola, popełnialiśmy błędy w obronie, nie było też zawodnika, który wziąłby na siebie odpowiedzialność – mówi Sławomir Bączek, szkoleniowiec Smreka. Ale zanim słowa te oddawały przebieg rywalizacji w jej kluczowych momentach, przyjezdni... strzelili gola na 3:0. I tym razem, w minucie 51., sposób na Rafała Jacaka znalazł Clinton.
Wiślanie niemoc przełamali w 57. minucie. Indywidualną akcją swoją obecność na boisku zaznaczył Paweł Leśniewicz, dając drużynie sygnał, że nie wszystko jeszcze dla WSS stracone. Gospodarze w 66. minucie mieli na koncie już 2 gole. Prostopadłe podanie od Dawida Mazurka dotarło do Rafała Cywki, który również siatkę „przedziurawił”. Dramatycznego przebiegu przybrały końcowe minuty. Wpierw po rzucie wolnym Leśniewicza do niespodziewanego remisu doprowadził głową Mazurek. Cudów to nie koniec. Natychmiast po wznowieniu gry od środka Salazar obsłużył Clintona, który znów pokonał golkipera WSS. Goście, a konkretnie strzelec kompletu goli dla Smreka, zaprzepaścili szansę, by w kontrze podwyższyć wynik na 5:3. Zamiast tego, po starciu z udziałem Leśniewicza i Rafała Pępka, sędzia wskazał mimo olbrzymich protestów gości na 11. metr. Próbę nerwów poszkodowany napastnik wytrzymał, gwarantując swojemu zespołowi „oczko”.
Po części remis można z punktu widzenia zawodników z Wisły uznać za zasłużony, wszak w mieli dziś sporo dogodnych sytuacji, uwzględniając pełny dystans meczowy. W poprzeczkę uderzył Jakub Marekwica, a w znakomitym stylu bramkarz Smreka odbijał strzały Cywki wraz z dobitką Piotra Kweczlicha, oraz główkę Leśniewicza. – Szanujemy tą zdobycz, zwłaszcza, że rodziła się ona w bólach – klaruje Michalik.