Od dominacji po tarapaty
Nic nie wskazywało na półmetku rywalizacji Victorii Hażlach ze Smrekiem Ślemień, że gospodarze będą mieli problemy ze zgarnięciem wszystkich ligowych punktów.
Gospodarze przed pauzą prezentowali się lepiej od swojego przeciwnika. Dowiedli to też golami. W 6. minucie Bartosz Żyła dośrodkował ze skrzydła do Antoniego Ogrodnika, który mocnym strzałem lewą nogą pokonał Rafała Pępka. Nie była to zarazem pierwsza dogodna okazja dla Victorii, wszak już w 30. sekundzie po wrzutce Żyły słupek głową ostemplował Antoni Czapla. Dominacja podopiecznych Tomasza Wuwera potwierdzona została jeszcze przed nadejściem pauzy. Bliski szczęścia był trafiający w poprzeczkę Dawid Okraska, ale dopiero w 44. minucie Czapla najlepiej zachował się pod bramką przyjezdnych.
Smrek miał w tym fragmencie potyczki jedynie przebłyski. Nazarii Melnyk uderzył nieznacznie obok słupka, a w poprzeczkę wcelował z odległego dystansu Piotr Górny. – Niepotrzebnie byliśmy aż tak mocno cofnięci, przez co rywal prezentował się wyraźnie lepiej. Wyżej podeszliśmy w drugiej części i dało to efekt. Omal nie doprowadziliśmy do remisu, na który w mojej ocenie zasłużyliśmy – klaruje Jakub Nosal, szkoleniowiec gości z Żywiecczyzny.
Rewanżowe 45. minut, zanim piłkarze Smreka rozkręcili się na dobre, zainicjowane zostało golem Czapli z 57. minuty na 3:0 dla Victorii. Nie „zabiło” to bynajmniej emocji w niedzielne popołudnie. Znakomitym ruchem trenera gości było wprowadzenie na murawę Marcela Ormańca. W 63. minucie jako ostatni z zawodników zespołu ze Ślemienia dotknął piłki po zespołowej akcji, a Mateusz Faruga skapitulował. W 72. minucie dystans zmniejszył się jeszcze bardziej. Kierunek lotu futbolówki po strzale Ormańca zmienił Kacper Brachaczek, któremu zaliczono „swojaka”. Przyjezdni złapali przysłowiowy wiatr w żagle i tylko fenomenalna dyspozycja golkipera Victorii, broniącego uderzenia Viniciusa Brito i Ormańca z bliskiej odległości, zapobiegła remontadzie.
Również zmuszeni do sporego wysiłku miejscowi nie ograniczali się wyłącznie do działań defensywnych. W kontrach Pępka pokonać mogli Żyła oraz Szymon Paluch, a gol Kamila Szajtera nie został zaliczony przez sędziego. Ostatecznie w 93. minucie Szajter doczekał się „fanta”, korzystając z asysty Konrada Donocika. – Zanosiło się, że będzie łatwo i przyjemnie, a koniec końców będąc mocno rozkojarzonymi punkty musieliśmy wyszarpać – zauważa trener zwycięzców meczu 4. kolejki.