Od niespodzianki do formalności
Do 8. minuty Rekord przegrywał w pucharowej konfrontacji z I-ligowym KKF Motus Kazimierza Wielka. Później jednak udowodnił na parkiecie swoją wyższość.
Niewiele wskazywało, że coś może niespodziewanego wydarzyć się w tym spotkaniu. "Rekordziści" od pierwszych minut chcieli przejąć inicjatywę, a udokumentować to próbował Franco Spellanzon w 3. minucie. Piłka po jego strzale zatrzymała się jednak na słupku. To zemściło się trzy minuty później. I-ligowiec otworzył wynik meczu po golu Andrzeja Rutkiewicza, który przytomnie odnalazł się w podbramkowym zamęcie.
Stracona bramka, z niżej notowanym rywalem, podziałała na "rekordzistów" jak płachta na byka. 120 sekund później był już remis, a w 9. minucie Rekord już prowadził. Wpierw na listę strzelców wpisał się Spellanzon, później Michał Marek. Zawodnicy Motusa nadal jednak walczyli i nie porzucili swoich ambitnych planów, aby pokrzyżować plany zdobywcy pucharu. W 10. minucie paradą wykazał się Jakub Florek, z kolei piłka po jego interwencji trafiła w słupek. Więcej goli w tej części spotkania nie zobaczyliśmy, choć w końcówce bliski szczęścia był Kacper Pawlus. Po raz kolejny w tym meczu bohaterem zostało... obramowanie bramki.
W drugiej części już nic niespodziewanego się nie wydarzyło. Rekord nadawał ton rywalizacji, potwierdzając swój status na parkiecie. Na 3:1 trafił Miłosz Krzempek wykorzystując dogranie od M. Marka. Później z trafienia cieszył się Grzegorz Haraburda. Miejscowi pokusili się o gola w 33. minucie po sprytnie rozegranym rzucie wolnym, jednak znów reakcja bielszczan była wzorowa. Premierowe trafienie w barwach Rekordu zaliczył Edgara Varela, a wynik meczu ustalił... bramkarz biało-zielonych, J. Florek celnie uderzając z dalszej odległości.
Rekord w ostatnim oficjalnym meczu w 2025 roku awansował do 1/8 finału i w dobrych nastrojach może w niedziele celebrować otwarcie nowej hali.