Po jesiennej części zmagań w V lidze beniaminek plasuje się na ostatnim miejscu w tabeli. Martwi bez wątpienia, że tylko raz podopieczni Dariusza Ruckiego byli w stanie w minionej rundzie wygrać, czyniąc to... na inaugurację sezonu. Bilans „in plus” wyniósł ostatecznie skromne 5 „oczek”, co oznacza 7-punktową stratę do zespołów wyprzedzających Górala. Droga do utrzymania wydaje się zatem dla beniaminka – przynajmniej w teorii – daleka i karkołomna.

Zima w Istebnej upłynąć ma w ślad za wynikami z jesieni na mozolnej pracy, ale i wzmocnieniu kadry outsidera. – Pozyskanie zawodników, którzy wniosą do drużyny jakość wydaje się jedyną drogą. Czy damy radę? Czas pokaże. Chcemy postawić wszystko na jedną kartę i dać sobie szansę na utrzymanie, a nie myśleć o tym, że może są to dla nas za wysokie progi. Warto podkreślić, że do tej pory graliśmy jednak głównie tymi zawodnikami, którzy wcześniej zdobyli dla klubu awans z „okręgówki” – opowiada szkoleniowiec ekipy z Istebnej.

O nieudanej pierwszej fazie rozgrywek świadczy dobitnie liczba aż 53 goli straconych, co jest zdecydowanie najsłabszym bilansem spośród wszystkich V-ligowców w grupie 2. – Nie powinno się tylu bramek tracić, a były one w wielu przypadkach konsekwencją prostych błędów. W lidze okręgowej to nie zawsze się mściło, a tu umiejętności rywali są już takie, że nie ma przebacz – analizuje Rucki. – Następna kwestia to ilość treningów. U nas to tylko 2 jednostki w tygodniu i zakładam, że na tym polu wyglądamy również bardzo skromnie na tle konkurencji. Nie sprzyjało nam też szczęście, którego suma z reguły na koniec się zgadza, więc może i ta karta się wiosną odwróci – dodaje trener „czerwonej latarni” V ligi.