Pechowa premiera
Długo na swój inauguracyjny mecz w Ekstralidze czekały piłkarki Rekordu Bielsko-Biała. Już po nim nie było sposobności do fetowania.
„Rekordzistki” faworytkami spotkania z zaliczanymi do ścisłej ligowej czołówki zawodniczkami szczecińskiej Pogoni nie były. Nie może z tego względu stanowić wielkiego rozczarowania to, że właśnie przyjezdne wywiozły komplet punktów. Już jednak okoliczności, w jakich padł zwycięski gol, mogą budzić niedosyt. Owszem – fakt, iż w 40. minucie piłka wylądowała w bramce Rekordu, była następstwem przewagi rywalek w aspekcie meczowej „optyki” czy egzekwowanych stałych fragmentów, aczkolwiek... za ogromny niefart uznać należy „swojaka” Darii Długokęckiej. Napastniczka Rekordu główkowała nie do obrony dla Kingi Ptaszek przy próbie wyekspediowania dośrodkowania zawodniczek ze Szczecina z rzutu rożnego.
Wspomniane zdarzenie to jedyny moment, gdy defensywa gospodyń nie sprostała naporowi Pogoni. Przyznać trzeba, iż czysto piłkarska jakość była domeną konkurentek podopiecznych Mateusza Żebrowskiego, które w drugiej części meczu ewidentnie zademonstrowały „tryb ekonomiczny” w kontekście realizacji zadań ofensywnych. Nie przeszkodziło im to w odnotowaniu 5. zwycięstwa ekstraligowego z rzędu. Bielszczanki większe zagrożenie stworzyły raz, ale uderzenie Nikoli Dębińskiej z 69. minuty nie było wystarczająco dokładne, by sprawić kłopot Natalii Radkiewicz.