Pierwsze wiosenne wnioski
Planowo przeprowadzone zostały wszystkie mecze ujęte w programie 15. kolejki skoczowskiej A-klasy, co oznacza, że każda drużyna zaliczyła już wiosenną premierę. Kto jest mocny? Kto zaskakuje?
Jak Szwecja z Polską
– Długimi fragmentami byliśmy w defensywie, a na naszą bramkę sunęła szarża jedna za drugą. Udało się nam te ataki powstrzymywać, a do tego odpowiadaliśmy stałymi fragmentami. Wypisz-wymaluj – scenariusz z meczu Szwecji z Polską i my w roli zespołu, który miał się z czego cieszyć po końcowym gwizdku sędziego – opowiada Przemysław Meissner, szkoleniowiec Beskidu Brenna, odnosząc się do rywalizacji swojej drużyny z Olzą w Pogwizdowie.
Przyjezdni faworytem nie byli – zwłaszcza, że wiosną o punkty zagrali po raz pierwszy, a Olza pokazała dobrą dyspozycję wraz ze zwycięstwem 5:2 w Pielgrzymowicach. To jednak Beskid w 42. minucie cieszył się z bramkowego łupu. Arkadiusz Tarasewicz dośrodkował, a wolejem z gatunku „stadiony świata” prowadzenie zapewnił Grzegorz Kocoń. Apogeum emocji miało dopiero nadejść i między 66. a 81. minutą spotkanie w istocie nabrało kolorytu. Zawodnicy z Brennej zmarnowali „setkę”, by wynik poprawić, za to rzut karny na wagę wyrównania wykorzystał Marcin Śmietana. A że nieszczęścia chodzą często parami, to w 71. minucie z placu boiska usunięty został po czerwonej kartce za akcję ratunkową Daniel Madzia. Zatem szala przechylająca się na korzyść Olzy? Nic bardziej mylnego. W 81. minucie po kornerze Kamil Gubała zagwarantował gościom arcyważny sukces w delegacji.
Szacunek się należy
– Korzystny wynik w trudnej dla nas końcówce dowieźliśmy i bardzo się z tego cieszymy. Chcieliśmy dobrze zacząć rundę. Daje nam to dużo optymizmu. Mamy drużynę, która – mam taką nadzieję – będzie faworytom do awansu w tej lidze sprawiać problemy. Moja osobista radość to też wciąż fantastycznie układająca się współpraca w sztabie z trenerem Jakubem Krajewskim. Rozumiemy się już bez słów, a wyniki to zdają się potwierdzać – mówi z uśmiechem nasz rozmówca.
Trener Beskidu nie szczędzi zarazem pochwał wobec przeciwnika w świątecznej kolejce. – Przed meczem odbył się prestiżowy pojedynek przy stole pingpongowym, który zakończył się porażką prezesa Olzy Andrzeja Kłody. Rozumiem, że złość z tym związana spowodowała, iż nie przystał na koleżeńską przysługę po końcowym gwizdku – dopowiada Meissner. – Szacunek w każdym razie dla prezesa za to, że udało się w Pogwizdowie zbudować taką drużynę opartą na wychowankach. To rzadkość na tym szczeblu rozgrywkowym, uważam natomiast, że klub będzie miał z tego korzyści w przyszłości – zauważa Przemysław Meissner.
Ręka fachowców
Komplet punktów wiosennych ma w dorobku Spójnia Zebrzydowice, która tym razem odrobiła stratę z pierwszej części potyczki w Kończycach Wielkich. Czy taka postawa niedawnego reprezentanta „okręgówki” po kadrowych przetasowaniach jest zaskoczeniem? – Dla mnie żadnym. Mając na ławce tak uznanego fachowca, jakim jest Sławek Machej, można myśleć o regularnym wygrywaniu. Jose Mourinho miał kiedyś wyniki od razu tam, gdzie poszedł. Mamy tu podobną sytuację i potwierdzenie trenerskiego kunsztu. A problemy kadrowe, o których się mówiło? Traktuję je niczym klasyczną zasłonę dymną – analizuje szkoleniowiec breńskich futbolistów.
Jeszcze efektowniejszy powrót zanotował LKS Goleszów, który do pauzy przegrywał z ekipą z Kończyc Małych 0:2, by wyrównać wynik w 87. minucie za sprawą Daniela Sikory. – Postronne osoby popatrzą w tabelę i powiedzą, że mamy dużą niespodziankę. Ale czy rzeczywiście? Nie jest tajemnicą, że w „żółtym domku” w Goleszowie prowadzone są intensywne rozmowy taktyczne, które z wiodącą rolą trenera Dawida Janoszka przeciągają się do długich godzin nocny. Z tej burzy mózgów rodzą się koncepcje, w tym ta, która zakłada walkę drużyny o awans w kolejnym sezonie. Ten jest do tego tylko przygotowaniem – twierdzi Meissner.
Wynik i styl
Stratę z inauguracji przeciwko rezerwom LKS-u Pogórze konkretnie powetował sobie zespół z Pruchnej. Obecny wicelider A-klasy zaaplikował Promykowi Golasowice aż 8 goli, w równej mierze w obu połowach. – Aż tak wysokiego zwycięstwa się nie spodziewałem – przyznaje trener Beskidu i dodaje, że łatwiej było przewidzieć tak efektowny skalp Strażaka Dębowiec w Bąkowie. Tam – to ciekawostka – do połowy goli nie oglądano... – Hat-trick Kuby Dziwisza jest wymowny. Mając takiego napastnika w składzie trzeba wygrywać. W Dębowcu są potężne nakłady finansowe i zdradzę, że nawet „polowano” zimą na naszych zawodników, którzy jednak skusić się nie dali – klaruje Przemysław Meissner.
A skoro mowa o wartościowych łupach drużyn z czołówki ligowej, to w hicie w Iskrzyczynie poradzili sobie liderujący stawce piłkarze Błękitnych Pierściec. Gola pieczętującego wyjazdowe zwycięstwo strzelił dla faworyta Paweł Kisiała, wypożyczony zimą z Drogomyśla. – To potwierdzenie, że lider będzie dążyło do tego, aby awansować. Wygrana z dobrym przeciwnikiem na jego terenie? Szacun! Słyszałem, że mecz wzbudził szczególne zainteresowanie płci pięknej, ale nie ma się co dziwić – trener Mateusz Saltarius jest powszechnie uznawany w środowisku za jednego z najprzystojniejszych szkoleniowców w naszym beskidzkim regionie – wyjaśnia z humorem doświadczony szkoleniowiec.
Wyniki 15. kolejki:
LKS Goleszów – LKS Kończyce Małe 2:2 (0:2)
Gole: K. Felis, Sikora – Wija, Adamek
Zryw Bąków – Strażak Dębowiec 1:5 (0:0)
Gole: Mrowiec – Dziwisz (3), Kubicius (2)
Błyskawica Kończyce Wielkie – Spójnia Zebrzydowice 2:3 (2:1)
Gole: Stoły, Kraus – Knyps, Gościniewicz, Wójcikowski
Promyk Golasowice – LKS '99 Pruchna 0:8 (0:4)
Gole: Kapturski (2), Grelowski (2), Wojnar, Kania, Borkowski, Kaczmarczyk
Olza Pogwizdów – Beskid Brenna 1:2 (0:1)
Gole: Śmietana – Kocoń, Gubała
Iskra Iskrzyczyn – Błękitni Pierściec 1:3 (1:2)
Gole: Szymala – Gawlas, Cienciała, Kisiała
LKS II Pogórze – Strażak Pielgrzymowice 4:2 (2:1)
Gole: Strach, Albiński, Sikora, Gamża (sam.) – Pala, Lebioda
TABELA/TERMINARZ