Plan szybko legł w gruzach
GKS Radziechowy-Wieprz kontra Podhalanka Milówka - na papierze spotkanie to kreśliło się iście interesująco. Jak było na boisku?
- Zły początek zawsze ma wpływ na losy spotkania, a nas szczególny. Ze względu na zasoby ludzkie, chcieliśmy jak najdłużej utrzymywać wynik remisowy. Pierwsza połowa była najgorsza z możliwych, straciliśmy gola na początku i na końcu i ciężko było nam się podnieść. Podhalanka ma bardzo dużo jakości w defensywie i w drugiej linii - mówi trener GKS-u, Sebastian Gruszfeld.
Goście objęli prowadzenie już po 25 sekundach gry. Dominik Słowik otrzymał piłkę około 17 metrów od bramki, obrócił się z nią i precyzyjnym strzałem pokonał bramkarza gospodarzy. Dla zespołu z Radziechów był to najgorszy możliwy scenariusz na otwarcie meczu. Podhalanka kontrolowała przebieg pierwszej części spotkania, a GKS miał spore problemy ze stwarzaniem klarownych sytuacji pod bramką rywali. Kiedy wydawało się, że drużyny zejdą na przerwę przy jednobramkowym prowadzeniu gości, w doliczonym czasie gry Podhalanka przeprowadziła składną, kombinacyjną akcję. Słowik obsłużył podaniem Filipa Balcarka, a ten w sytuacji sam na sam podwyższył na 2:0.
Po zmianie stron gospodarze ruszyli do odrabiania strat. Już w 50. minucie kontaktowego gola zdobył Kacper Najzer, który skutecznie dobił strzał Tomasza Janika. Trafienie wyraźnie ożywiło zespół GKS-u. W kolejnych fragmentach gospodarze częściej gościli pod polem karnym Podhalanki, oddawali strzały i szukali swoich szans po dośrodkowaniach. Niewiele brakowało, aby doprowadzili do wyrównania.
Zamiast jednak bramki na 2:2 padło jednak trafienie dla gości. W 79. minucie defensywa GKS-u popełniła błąd, który bezlitośnie wykorzystał Słowik, ustalając wynik spotkania na 3:1.