Po jednym
V-ligowy z Jasienicy i Wilkowic stoczyli zaciętą walkę o miejsce w półfinałowej fazie Pucharu Polski na szczeblu podokręgu.
Obie drużyny nie stworzyły dziś w Jasienicy wielkiego widowiska. Trudno było oprzeć się wrażeniu, że nie jest to spotkanie, które ma aż tak znaczący ciężar gatunkowy. – Faktem jest, że nastawiamy się bardziej na ligę i pewnie stąd dość ospałe tempo meczu. Ani my, ani przeciwnik nie dawaliśmy z siebie „maksa”. Nie bez wpływu na grę było też rotowanie składem – uważa Konrad Kuder, grający trener Drzewiarza, za którego sprawą gospodarze w 11. minucie objęli jednak prowadzenie. Trafienie niniejsze to efekt zaskoczenia bramkarza GLKS Nacomi uderzeniem... bezpośrednio z rzutu rożnego.
Nerwowości i niedokładności V-ligowcy nie wystrzegali się w grze również w drugiej części, która przyniosła tylko kosmetykę rezultatu przy coraz liczniejszych kontrach Drzewiarza. W 77. minucie akcję zapoczątkował Kuder, przytomnie futbolówkę zbił za siebie Kacper Czulak, co umożliwiło wprowadzonemu kilka minut wcześniej na boisko Markowi Sobikowi zdobycie bramki. Przesądziła ona ostatecznie kwestię awansu ekipy z Jasienicy do najlepszej pucharowej „4”.
– Nie jestem zadowolony z naszego występu i cierpkie słowa się w szatni pojawiły, zwłaszcza w odniesieniu cech wolicjonalnych. Wystarczy nadmienić, że przez całe spotkanie przeszliśmy bez jakiejś naprawdę dobrej sytuacji bramkowej – zauważa szkoleniowiec wilkowiczan Krzysztof Bąk.