Spotkanie od początku przebiegało pod dyktando gospodarzy, którzy imponowali energią i skutecznością. Już w 13. minucie wynik otworzył Clinton, wykorzystując błąd w rozegraniu defensywy przyjezdnych. Gospodarze poszli za ciosem. Po kwadransie faulowany w polu karnym był właśnie Clinton, a pewnym egzekutorem „11” okazał się Peterson. Zespół ze Ślemienia nie zwalniał tempa, a trzecie trafienie było ozdobą pierwszej połowy - po efektownym dograniu piętą Viniciusa, Clinton ponownie wpisał się na listę strzelców, ustalając wynik na 3:0.

 

Cukrownik dopiero w końcówce pierwszej części meczu potrafił odpowiedzieć. Faul Petersona we własnym polu karnym zakończył się „11”, którą na gola zamienił Kamil Wójcikowski, dając gościom odrobinę nadziei przed przerwą.

 

Po zmianie stron drużyna z Chybia zaczęła grać zdecydowanie odważniej i w 63. minucie ponownie błysnął Wójcikowski - jego precyzyjny strzał z rzutu wolnego dał kontakt na 3:2. W tym momencie wydawało się, że Cukrownik może jeszcze wrócić do gry, jednak chwilę później Smrek ponownie odskoczył. W 69. minucie Clinton skompletował hat-tricka po podaniu Petersona. Zespół z Chybia miał jeszcze szansę złapać kontakt, ale uderzenie Daniela Zielonki zatrzymało się na słupku. Zamiast emocji w końcówce, to gospodarze postawili kropkę nad „i”. W 89. minucie po szybkim ataku Bruno Salazar został sfaulowany w polu karnym, a Peterson po raz drugi tego dnia pewnie wykorzystał jedenastkę, ustalając wynik na 5:2.

 

- Zasłużone zwycięstwo Smreka. Gospodarze zdominowali nas w pierwszych 30 minutach. Nie mogliśmy wejść na swój poziom. Początek drugiej połowy dawał nadzieję, ale czwarta stracona bramka podcięła nam "skrzydła" - przyznał po meczu trener Cukrownika, Szymon Miłek. - Do stanu 3:0 mieliśmy mecz pod pełną kontrolą. Potem wkradło się trochę rozluźnienia, ale końcówka znów należała do nas. Komfort dawała też pełna kadra - mówił Sławomir Bączek, szkoleniowiec Smreka.