Mateusz Szatkowski (trener Wisły Strumień): Mogę powiedzieć, że ta porażka to w dużej mierze moja wina. Porażka jest sierotą, więc biorę za nią pełną odpowiedzialność. Moja pozycja z boku boiska nie dała drużynie tego, co zazwyczaj daję będąc na murawie. Gdy mnie nie było na boisku, zabrakło woli walki, natomiast po moim wejściu gra odmieniła się o 180 stopni. Mam pretensje przede wszystkim do siebie, że nie potrafiłem wydobyć z chłopaków odpowiedniej energii. Popełniliśmy też sporo błędów w obronie, które kosztowały nas kolejne stracone bramki. Sam mecz mógł się podobać, jak na poziom ligi okręgowej – z tym się zgodzę – szkoda tylko, że za widowisko nie przyznaje się punktów. W naszej grze bardzo widoczny był brak Artura Miłego, bo trudno zastąpić zawodnika tej klasy.

 

Szymon Miłek (trener Cukrownika Chybie): Patrząc na całokształt, mecz rzeczywiście zasługiwał na miano derbów – był emocjonujący i ciekawy dla kibiców. Naszą sytuację skomplikowała czerwona kartka przy wyniku 3:1. Z pierwszej połowy możemy być zadowoleni, mieliśmy wtedy jeszcze dwie dobre okazje, by podwyższyć wynik. Później Wisła złapała rytm i zaczęła odrabiać straty, ale ostatecznie trzy punkty jadą do Chybia.