Pogrom wcale nieoczywisty
Wciąż bez przegranej kroczą w bieżącym sezonie piłkarze Borów Pietrzykowice, których wygrana z tego weekendu jest i efektowna, i zaskakująca zarazem.
W Pietrzykowicach gościł Smrek Ślemień, a mecz nie bez przypadku kreślono jako hit kolejki. Bez wątpienia spotkanie okazało się emocjonujące, a pamiętne będzie z racji samego wyniku – na wskroś korzystnego dla gospodarzy – jak również wydarzeń, które do pogromu doprowadziły. Najprościej wyraźną porażkę gości należałoby tłumaczyć faktem, że w 53. minucie na murawie pozostało raptem... 9 zawodników Smreka. W pierwszej części za brutalny faul do szatni odesłany został Bruno Salazar, a krótko po zmianie stron jego los podzielił Beckly, który piłkę zmierzającą do bramki celowo zatrzymał ręką.
Gospodarze od początku meczu wyglądali jednak na zmobilizowanych i mających koncept, aby starcie ekip z Żywiecczyzny rozstrzygnąć po swojej myśli. – Dominowaliśmy w środkowym sektorze boiska i nie dawaliśmy wejść rywalowi we właściwy dla niego rytm. Mam wrażenie, że czerwone kartki nie były jedynym czynnikiem, który doprowadził do takiego, a nie innego rezultatu. Plan, który mieliśmy się sprawdził. Widać też, że wygrana wyjazdowa w Hażlachu dodała nam skrzydeł. Nie tracimy już tylu bramek i z każdym meczem rośniemy jako zespół – podkreśla Marek Makarewicz, szkoleniowiec Borów.
Bramkowe łupy w Pietrzykowicach? W 27. minucie otwarcia wyniku na rzecz miejscowych dokonał uderzeniem po ziemi Adrian Dobija, przy czym nie bez winy byli źle zagrywający piłkę defensorzy Smreka. Problemem gości był też z całą pewnością uraz Artura Barcika, ale i... brak skuteczności pod bramką strzeżoną przez Wiesława Arasta. W 54. minucie „11” za wspomnianą już rękę wykorzystał bezwzględnie Dobija, nieco wcześniej zbyt słabo w dobrej sytuacji uderzał Clinton. Ten sam napastnik Smreka miał w 62. minucie idealną okazję, aby uczynić wynik „stykowym”. Z 5. metrów po wrzutce Pethersona chybił. Nie miał za to litości dla przeciwnika Gabriel Duraj, którego w 66. minucie obsłużył Michał Motyka. Na nic zdał się zryw przyjezdnych i gol Clintona z 70. minuty w pojedynku z Arastem, bo odpowiednio w 75. i 85. minucie kolejne ciosy zadali M. Motyka i podłączający się do akcji ofensywnej Jakub Sołtysik, któremu M. Motyka otworzył podaniem drogę do celu.