Okazji ku temu, by gole kibice w Chybiu obejrzeli wcale nie zabrakło. O idealne otwarcie meczu dla „Fiodorów” zadbać mógł Kacper Najzer, ale uderzając w 2. minucie z okolic 12. metra swoją „słabszą” nogą, przeniósł piłkę nad poprzeczką. Kolejne próby GKS-u to te autorstwa Igora HandzlikaTomasza Janika, co zwiastowało usilne dążenia do tego, by wynik otworzyć. – I nie wiedzieć czemu po tym całkiem dobrym i obiecującym początku oddaliśmy inicjatywę przeciwnikowi – podkreśla Sebastian Gruszfeld, szkoleniowiec przyjezdnych, którzy gola „poszukali” jeszcze w 43. minucie, kiedy po podaniu Oskara Biernackiego wprost w Mikołaja Korzusa wcelował Bartosz Kus.

Zawodnicy Cukrownika zdecydowanie podjęli rękawicę walki o korzystny dla siebie rezultat. Zanim nastąpiła przerwa, stworzyli sobie sytuacje, po których do bramkowej zdobyczy wiele nie zabrakło. Dogodne sytuacji zaprzepaścił Alan Zioło, miał ją również Radosław Gabzdyl w następstwie rzutu z autu i zgrania głową od Andrzeja Stokłosy. Strzał pomocnika pozostawiał natomiast do życzenia.

Brak egzekucji dał się we znaki obu stronom także w rewanżowych 45. minutach, a podział punktów określić można mianem rozstrzygnięcia względnie sprawiedliwego. – Drużyna zasługuje na pochwałę. Widać, że jest w ostatnich 2 tygodniach poczyniony progres, ale nie możemy spuszczać z tonu. Przy takiej grze jeszcze trochę punktów zdobyć powinniśmy, natomiast trzeba zachować czujność i poprzeć to wszystko pracą na treningach – komentuje Szymon Miłek, niezmiennie na trenerskiej ławce Cukrownika.