Choć mecz przebiegał wedle scenariusza prognozowanego przez bielszczan, to jednak nie uniknęli oni w nim kłopotów. W 8. minucie mogli otworzyć spotkanie golem. Akcję zapoczątkował Maksymilian Świta, dograł do Krzysztofa Twardosza, który z kolei poszukał w polu karnym Grzegorza Janusza. Napastnik Podbeskidzia II w piłkę nie zdołał trafić tak, jak tego sam chciałby. Nisko ustawieni lędzinianie utrudniali życie „Góralom” w przeróżny sposób, a gdy nadarzyła się okazja doczekali się... gola. W 26. minucie po rzucie rożnym skutecznie strzał głową obronił Konrad Forenc, ale w zamieszaniu pechowo od słupka futbolówkę do własnej „świątyni” skierował Kacper Piątek I. Golkiper przyjezdnych musiał jeszcze kilka razy zachować czujność, niemniej lepsze szanse stworzyli sobie zawodnicy bielskich rezerw. Ani główka Janusza, ani strzał Piotra Szumińskiego nie przyniosły powodzenia.

Po zmianie stron przyszło bielszczanom kontynuować napór, próbowali m.in. K. Twardosz czy Bartosz Florek. Swego dopięli późno, bo w 77. minucie. Po faulu na Florku z rzutu karnego wcelował wreszcie należycie Janusz. Nastąpił wówczas o tyle zwrot akcji, że podopieczni Tomasza Górkiewicza poczuli moment właściwy, by przechylić szalę wygranej. I tak też się stało – w 85. minucie Florkowi dograł Kacper Piątek II (rocznik 2007), a na sam koniec piłka zatrzepotała w siatce.

– Posiadanie piłki mieliśmy ogromne po naszej stronie, ale nie potrafiliśmy przedrzeć się przez defensywę ekipy z Lędzin. Gospodarze byli zdeterminowani, grali twardo, a sędzia na dużo pozwalał. Do tego dochodziła gra na czas i wykorzystywanie dużej przestrzeni boiska. Jesteśmy okrutnie poobijani po tej walce, którą przyszło nam stoczyć na ciężkim terenie – stwierdza szkoleniowiec „dwójki” Podbeskidzia.