Spotkanie od pierwszych minut toczyło się w szybkim tempie. GLKS, mimo wcześniejszych problemów, pokazał odwagę w grze i potrafił zagrozić renomowanemu rywalowi. W pierwszej połowie gospodarze stworzyli kilka ciekawych okazji - bliscy szczęścia byli m.in. Rafał Hałat, Mateusz Fiedor czy Mateusz Kubica. Z kolei Goczałkowice zmarnowały dwie doskonałe sytuacje, co sprawiło, że kibice schodzili na przerwę przy bezbramkowym remisie.

 

Po zmianie stron obraz meczu się nie zmienił - obie drużyny szukały swoich szans i grały ofensywnie. W 55. minucie goście wykorzystali serię błędów w defensywie GLKS-u i objęli prowadzenie. Radość LKS-u II trwała do 81. minuty Gospodarze odpowiedzieli, gdy Dominik Kępys skutecznie wykończył akcję po podaniu Jonatana Mędrka, doprowadzając do wyrównania. W drugiej części meczu GLKS był nawet nieco bliżej przechylenia szali zwycięstwa na swoją korzyść. Mateusz Kubica zdobył bramkę przy stanie 0:1, ale arbiter dopatrzył się spalonego. Swoje szanse mieli też Hałat i Kępys. Ostatecznie jednak żadna z drużyn nie zdołała zadać decydującego ciosu i spotkanie zakończyło się sprawiedliwym remisem 1:1.

 

Szanujemy ten punkt, bo cztery porażki z rzędu zostawiły w nas delikatny ślad. Wiedzieliśmy jednak, że nie gramy źle, po prostu mieliśmy swoje problemy. Mentalnie idziemy w górę, postawiliśmy na młodych zawodników i to przyniosło efekt. Bardzo dobry debiut w V lidze zanotował Mateusz Stwora. Każdy punkt urwany czołówce to dla nas wartość dodana – podsumował spotkanie trener GLKS, Krzysztof Bąk.